Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poster. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poster. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 sierpnia 2025

U2- plakat i historia zespołu w magazynie "Razem" nr 7 z II 1986 r.




Jednym z wykonawców z jakimi kojarzą się lata 80. XX w. jest irlandzki zespół U2. Jego muzyka oscylująca na pograniczu post punku, alternatywnego rocka i popu cieszyła się wówczas dużym uznaniem fanów zniesmaczonych plastikową sieczką głównego nurtu ówczesnej muzyki popularnej.

Zespół ten powstał w stolicy Irlandii Dublinie już w 1976 r., ale debiutancki album pt,. „Boy” wydał dopiero w 1980 r. Oprócz niego we wspomnianej dekadzie grupa wydała jeszcze cztery albumy studyjne, z których szczególną popularnością i uznaniem cieszyły się zwłaszcza trzy z nich: „War” (1983), „The Unforgettable Fire” (1984) i „The Joshua Tree” (1987). To głównie przez ten ostatni z nich grupa ta stała się międzynarodową mega gwiazdą muzyki rockowej.

W latach 80. grupa U2 stała się popularna także w krajach Bloku Wschodniego, w tym także w komunistycznej Polsce. Działo się tak pomimo tego, że nie sprzedawała tutaj płyt, ani nie jeździła na koncerty, a cała jej twórczość była znana krajowym fanom jedynie z prezentacji radiowych (jej płyty winylowe w Polsce posiadały wówczas jedynie nieliczni szczęśliwcy).

Ani wówczas, ani obecnie nie należałem do jakichś szczególnie wielkich fanów tego zespołu. Szczerze mówiąc zawsze się dziwiłem, czemu jego muzyka jest tka popularna? Moim zdaniem jest to zwykła muzyka rockowa na dobrym poziomie, ale niezbyt oryginalna i porywająca. Taka dla mnie jest np. muzyka Zappy, The Grateful Dead, czy The Allman Brothers Band. Jednak wielu ludzi na całym świcie sądziło inaczej, stąd masowo kupowało jej albumy i chodziło na jej koncerty dzięki czemu członkowie tego zespołu szybko stali się milionerami.

Także polscy fani byli spragnieni nie tylko muzyki zespołu U2, ale także wszelkich gadżetów z nim związanych, np. plakatów. Wychodząc naprzeciw temu zapotrzebowaniu redakcja muzyczna magazynu „Razem” wydała w 1986 r. taki plakat wraz z krótkim ale rzeczowym opisem historii tego zespołu przygotowanym przez Jacka Daleckiego.

środa, 9 kwietnia 2025

The Rolling Stones - plakat z magazynu "Razem" z 1982 r.

 

Podstawowym dylematem przed jakim staje każdy prawdziwy fan rocka jest odpowiedź na pytanie, która z grup z początków tej muzyki jest dla ciebie najlepsza: The Beatles czy The Rolling Stones?

Odpowiedź dla mnie zawsze była bardzo pewna i prosta: The Rolling Stones.

A czemu akurat Oni, skoro The Beatles teoretycznie byli lepsi, bo grali melodyjniej (czytaj bardziej przebojowo), a potem bardziej się rozwinęli, bo przeszli od prostych piosenek do skomplikowanych utworów rockowych.

A bo tak! Bo ja lubię takich, co nie byli tacy idealni i nie robili tego czego od nich oczekiwano, a to co chcieli, za to zawsze szczerze i z sercem (tak przy okazji z tandemu Jagger-Richards wybieram Richardsa).

Jestem świadom tego, że cała twórczość Stonsów to wariacja na temat znanych wszystkim patentów bluesowych, rhythm and bluesowych i rockowych zaczerpniętych z korzeni czarnej muzyki i pionierów rock and rolla. Ale zawsze dodawali do nich coś od siebie, przez co ich piosenki nie tylko były oryginalne, ale także nawiązywały do ducha danego czasu. Przykładowo w latach 60. do rocka psychodelicznego, w latach 70. do rocka progresywnego i punk rocka, w latach 80. do plastikowego brzmienia tej epoki.

Z obecnej perspektywy nie ma to znaczenia, bo jedni i drudzy są legendami rocka. Tymi legendami byli już zresztą na początku lat 80., z którego to czasu pochodzi reprodukowany w „Razem” plakat. Członkowie obu tych zespołów byli już też wówczas milionerami, a więc ludźmi żyjącymi inaczej niż większość przeciętnych ludzi czy nawet muzyków (czytaj: oderwanymi od rzeczywistości).

Lider grupy, Mick Jagger, od lat 60. zapewniał, że nie zamierza w wieku 40 lat chrypieć kanonicznego "(I Can’t Get No) Satisfaction", jednak ku uciesze fanów na początku lat 80. wciąż nagrywał ze swymi kumplami płyty. W sierpniu 1981 r. ukazał się album „Tattoo You” uważany obecnie za jeden z lepszych w ich dyskografii. Zarówno Mick Jagger jak i Keith Richards mieli wówczas po 38 lat, więc niewiele mniej niż wyznaczona przez niech samych niegdyś granica końca kariery. Dowodem ich wyjątkowo dobrej kondycji był też koncertowy album „Still Life (American Concert 1981” nagrany podczas światowego tournee i wydany w czerwcu 1982 r.

Plakat przedstawia członków zespołu The Rolling Stones z okresu sesji nagraniowej i fotograficznej do albumu „Black And Blue” wydanego w kwietniu 1976 r. Grupa fotografowała się tym bardziej ochoczo, że po odejściu gitarzysty Micka Taylora (którego grę i wkład do twórczości tego zespołu bardzo cenię) uzupełniła swój skład o gitarzystę Rona Wooda, który odtąd stał się na stałe jednym ze stonsów.

Podczas sesji fotograficznej do wspomnianego albumu wykonano setki zdjęć i ujęć członków zespołu w różnych konfiguracjach. Jednak zawsze w środku zdjęcia spoglądała na nas twarz Micka Jaggera, bo jak sprytny menadżer zadbał o własną promocję, czego nie mógł uczynić mniej cyniczny i chytry Richards.

W Polsce plakat ten ukazał się w biednej czarno-białej wersji i oczywiście był zwykłym przedrukiem oryginalnego plakatu zachodniego bez żadnej licencji. Do reprodukcji wybrano wersję z następującym układem członków grupy: Ron Wood (gitara śpiew pomocniczy), Charlie Watts (perkusja), Mick Jagger (śpiew, pianino, perkusja), Bill Wyman (gitara basowa, perkusja), Keith Richards (gitara, śpiew pomocniczy, pianino, gitara basowa).

W przeciwieństwie do innych plakatów po jego drugiej stronie nie było opisu działalności zespołu, tę kwestię załatwiała krótka notka z lewej strony plakatu, bowiem znajdowały się tam nie mające z nim związku recenzje i opisy innych twórców muzyki. Z tego powodu zdecydowałem, że drugą stronę tego plakatu opublikuję przy innej okazji.

Plakat ten wisiał u mnie w pokoju, w moim domu rodzinnym, w latach 1982-1988, a więc przez całe najlepsze lata mojej młodości, a przy okazji także prawie do końca moich studiów. Zdjąłem go dopiero w połowie 1988 r., kiedy zmieniłem stan cywilny i na zawsze opuściłem dom rodzinny.

Plakat ten był świadkiem całej mojej młodości, spotkań towarzyskich, a także wszystkich moich młodzieńczych przeżyć.

środa, 5 lutego 2025

Mick Jagger – plakat w magazynie „Razem” z 1982 r.?

 


Plakat przedstawia Micka Jaggera, ale faktycznie opis do niego dotyczy historii zespołu The Rolling Stones. Doprowadzono ją do albumu „Tattoo You” wydanego w 1981 r. Opracowanie to nie jest najlepsze, bo początkom grupy poświęcono sporo miejsca, a zabrakło danych o karierze zespołu w latach 70. Tekst przygotował niezmordowany Karol Majewski.

W latach 70. grupa nagrała kilka swoich kanonicznych płyt i generalnie mogła być zadowolona z postępów własnej kariery, ale też jej liderom dawało się we znaki zmęczenie. Z tego powodu Jagger często wygłaszał wówczas deklarację, że nie zamierza chrypieć „Satisfaction” gdy skończy 40 lat.

W 1981 r. Jagger i Richards mieli po 38 lat i dla nastolatka jakim byłem wydawali mi się bardzo starzy. Faktycznie jednak byli u szczytu swoich sił witalnych i twórczych, stąd nagrali wraz z kolegami z zespołu jedną ze swych najlepszych płyt - wspomnianą „Tattoo You”. Na jej bazie w latach 1981-1982 odbyli też jedne ze swych najbardziej pamiętnych i najlepszych tras koncertowych w swej historii: American Tour 1981 i Europen Tour 1982. Odnowiły ono nieco podupadłą popularność zespołu na przełomie lat 70. i 80. i przywróciły go na piedestał jako megagwiazdę pierwszej ligi światowej muzyki popularnej.

Także w Polsce tego okresu album „Tattoo You” był dość znany dzięki prezentacjom radiowym. Na fali tej popularności przygotowano wspomniany plakat Micka Jaggera i opis dziejów The Rolling Stones w magazynie „Razem” w 1981 r. 

środa, 4 grudnia 2024

Locomotive GT - plakat i historia zespołu w magazynie "Razem" z 1982 r.

 



Węgierski zespół Locomotiv GT działał w latach 1971-1987, a po reaktywacji 1996-2016. Założyli go dwaj byli członkowie zespołu Omega: Gábor Presser (organy) i József Laux (perkusja). Laux był także menadżerem, a jego żona Anna Adamis autorką tekstów w Omega. Wydawało się więc, ze grupa Omega nie przetrwa ich odejścia i nie stworzy już dobrej muzyki. Okazało się jednak, że nie tylko przetrwała, ale i w nowym składzie stworzyła najbardziej udane płyty w dziejach węgierskiego rocka.

Z kolei nowo powstała grupa Locomotiv GT której skład uzupełnili dwaj nowi muzycy (Tamás Barta (gitara) i Károly Frenreisz (bass, saxofon śpiew), wychodząc od blues rocka zaczęła tworzyć muzykę w stylu jazz rockowym a także progresywnym. W latach 70. faktycznie nagrała kilka dobrych albumów, z których najlepsze powstały w pierwszym pięcioleciu tej dekady, ale żaden z nich nie osiągnął takiego sukcesu jak płyty zespołu Omega.

Płyty Locomotiv GT lepiej niż na Węgrzech sprzedawały się na Zachodzie, gdzie zespół intensywnie koncertował nagrywając też udane albumy koncertowe (jeden z nich „In Warsaw” ukazał się potem też w Polsce). Te najlepsze albumy studyjne to: debiutancki „Locomotiv GT” (1971), „Ringasd el magad” (1972), „Bummm!” (1973) i nagrany wspólnie z Kati Kovács „Kovács Kati és a Locomotiv GT” (1974). Kati Kovacs grupą LGT nagrała jeszcze następujące albumy: „Rock and roll” (1976), „Close to the Sun” (1976), „Kati” (1976).

W maju 1972 roku LGT był jedynym zespołem z kontynentu, który wystąpił na Great Western Express Festival w Lincoln w Anglii, gdzie węgierscy muzycy zagrali u boku takich gwiazd jak: Genesis, The Beach Boys, Joe Cocker i The Faces. W 1973 r. grupa ponownie koncertowała w Wielkiej Brytanii, a także występowała w programach telewizyjnych. W 1974 r. zespół odbył udaną trzymiesięczną trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Płyty nagrywane za granicą i odnoszone tam sukcesy, a także tematyka niektórych utworów zaniepokoiła komusze władze na Węgrzech, które zaczęły utrudniać grupie dalszą karierę. W takich okolicznościach na odejście i przeniesienie się na stałe do Kanady a potem do USA zdecydował się w 1976 r. jeden z jej założycieli perkusista József Laux. Ostatnią płytą z jego udziałem był podwójny album „Locomotiv GT V” (1976) z elementami funku i psychodelicznego rocka zakazany jednak w kraju muzyków.

Z późniejszych płyt grupy za najciekawszy należy uznać podwójny koncepcyjny album „Loksi” (1980) podzielony na cztery strony: Sen, Życie, Gra i Strona IV. Także tym razem dała o sobie znać cenzura, która nie pozwoliła na wydrukowanie tekstów we wkładce tego albumu. Był to też pierwszy album, za który zespół otrzymał tantiemy.

Prezentowany powyżej plakat i opis historii grupy przygotowany przez Wiesława Królikowskiego prezentuje stan polskiej wiedzy o tym zespole z początku lat 80. XX w.




niedziela, 2 czerwca 2024

Jimi Hendrix - plakat i opis w magazynie "Razem" z 1980 r. (lub 1981 r.?)

 



Jimi Hendrix (27 XI 1942 - 18 IX 1970) uważany jest powszechnie za najwybitniejszego gitarzystę w dziejach muzyki rockowej, wręcz utożsamianego z tym gatunkiem muzyki. W jednym z wywiadów pewien inny wybitny gitarzysta wspomniał, że gdy był młody intensywnie uczył się gry na gitarze. Był bardzo zadowolony z efektów do czasu aż usłyszał Hendrixa.
 
Był w szoku, bo choć tamten nie znał nut i nie poznał wymyślnych technik gry na gitarze, to w jego ręku ten instrument zyskiwał nadludzkie moce, zwłaszcza gdy w jednym z nagrań osiągnął efekt podwodnego brzmienia gitary.
 
W szoku byli też muzycy, którzy z nim współpracowali, a zwłaszcza dwaj pozostali członkowie Jimi Hendrix Experience: Mitch Mitchell i Noel Redding. Zachowania nagrania na wideo, a także wspomnienia dowodzą, że obaj ci muzycy, choć byli bardzo dobrzy w swej klasie, ledwo nadążali za rozpędzoną gitarową kanonadą Hendrixa. Ale też nie było takiego muzyka, który mógł wówczas i obecnie Hendrixowi dorównać.
 
Podobnie do Erica Claptona, Hendrix nie miał łatwego dzieciństwa, choćby z powodu biedy i porzucenia przez małoletnią matkę. Jego rodzice rozwiedli się, gdy Hendrix miał dziewięć lat. Jego wychowaniem zajmowały się obie babcie, a także siostra matki. Był afroamerykaninem, ale w jego żyłach płynęła też krew irlandzka i indiańska (z plemienia Czirokezów).
 
W tolerancyjnych Stanach lat 50. i 60. nie było z tym problemu, bo była prawnie zalegalizowana segregacja rasowa i nie trzeba się było martwić tym, że czarny, czy inny mieszaniec, wejdzie do pomieszczeń zarezerwowanej dla białych - wiadomo było że psów i czarnych się nie wpuszcza.
 
Podobnie do wielu innych czarnych w tamtym czasie, Hendrix szybko popadł w konflikt z prawem, za usiłowanie kradzieży samochodu. Dano mu jednak wybór: więzienie, albo służba wojskowa, wybrał to drugie. Rozpoczął ją w 1961 r. ale już w lipcu 1962 r. został zwolniony z wojska po urazie kręgosłupa jakiego doznał podczas skoku spadochronowego. O tych jego służby wojskowej dowiedziałem się dopiero po latach.

Gdy w młodości czytałem dostępne mi jego życiorysy nie mogłem zrozumieć jak ktoś taki jak Hendrix, grający hymny antywojenne, sam zgłosił się do wojska, którego szczerze zawsze nienawidziłem (zwłaszcza mając na uwadze realia służby w wojsku Polski Ludowej).
 
Po wyjściu z wojska razem z poznanym tam przyjacielem Billy Coxem założył swój pierwszy zespół, ale nie przynosił on spodziewanych dochodów, więc Hendrix z konieczności został nisko opłacanym muzykiem sesyjnym. Jak więc widać jego wczesna kariera daleka była od ideału i "amerykańskiego snu" i nie wróżyła mu wielkich sukcesów.
 
Jego prawdziwa kariera rozpoczęła się z chwilą, gdy na początku 1966 r. Hendrixem zainteresował się Chas Chandler. W tym czasie ten basista zespołu The Animals był już głównie producentem i poszukiwał nowych talentów. Szansę na swój sukces dostrzegł w wypromowaniu nieziemsko zdolnego czarnego amerykańskiego gitarzysty.

We wrześniu 1966 r. Hendrix przybył do Londynu. Jednocześnie odbywały się przesłuchania muzyków do jego zespołu. Wybrano do niego ostatecznie gitarzystę Noela Reddinga, który miał odtąd grać na basie i perkusistę Mitcha Mitchella. W ten sposób narodził się zespół The Jimi Hendrix Experience istniejący od IX 1966 r. do VI 1969 r.
 
Jednak oczekiwania Hendrixa i Chandlera co do nowego zespołu były inne. Hendrix myślał raczej o wieloosobowym składzie z instrumentami klawiszowymi i dętymi, a Chandlerowi chodziło o typowy rockowy skład, najlepiej trio wzorowane na The Cream. Nie przypadkiem więc podczas koncertu tego ostatniego zespołu w Londynie w dniu 1 X 1966 r., a za zgodą jego członków, Hendrix wszedł na scenę i odegrał z nim swą wersję utworu "Killin' Floor" Howlina Wolfa.
 
Eric Clapton i jego kompani byli podwójnie zszokowani, po pierwsze, bo znalazł się ktoś, kto nie bał się stanąć w szranki z członkami The Cream uważanymi wówczas za najlepszych instrumentalistów w Wielkiej Brytanii, po drugie, że ów gość, czyli Hendrix okazał się być tak dobry, że wszystkim dosłownie opadła szczęka.
 
Zespół The Jimi Hendrix Experience wydał za swego istnienia tylko trzy płyty studyjne: "Are You Experienced" (V 1967), "Axis: Bold as Love" (XII 1967) i podwójny "Electric Ladyland" (25 X 1968) oraz składankę "Smash Hits" (IV 1968). Przy tej okazji trzeba zwrócić uwagę na fakt, że debiutancki album grupy w wydaniu brytyjskim i amerykańskim różnił się nie tylko okładką, ale także układem i doborem utworów.
 
Za życia Hendrix wydano jeszcze tylko jedną płytę studyjną z jego udziałem, album "Band of Gypsys" (VI 1970) z zespołem o tej samej nazwie, a także nagrania umieszczone na składankowych albumach dokumentujących jego udział w koncertach na festiwalu w Woodstock (Woodstock: Music from the Original Soundtrack and More, wyd. V 1970) i w Monterey (Historic Performances Recorded at the Monterey International Pop Festival, wyd. VIII 1970).
 
Pomimo krótkiego życia i jeszcze krótszego okresu aktywności twórczej, Hendrix pozostawił po sobie ogromną ilość nagrań, które zostały następnie wydane po jego śmierci. Liczy się je jako osobną dyskografię tzw. pośmiertną. Niektóre z tych nagrań to inne wersje jego znanych utworów, ale zdarzają się też utwory nieznane. Wśród nich przeważają jednak różnego rodzaju improwizacje zarejestrowane podczas licznych koncertów Hendrixa. Niektóre z tych płyt uważa się nie tylko za bardzo dobre, ale wręcz wybitne.
 
Po latach, na płytach kompaktowych, wydano też pełne wersje jego koncertów z Woodstock ("Live at Woodstock", wyd. VI 1999) i Monterey ("Jimi Plays Monterey", wyd. II 1986), a także innych np. z występów w Hendrixa w Royal Albert Hall w Londynie (24 II 1969) i San Diego Sports Arena (24 V 1969) opublikowanych na albumie "Hendrix In The West" (I 1972).
 
Wśród albumów wydanych po śmierci Hendrixa za najwartościowsze uważam: "The Cry of Love" (III 1971) lub jego poszerzoną wersję pt.: " First Rays of the New Rising Sun" (IV 1997), "Rainbow Bridge" X 1971), "Nine to the Universe" (III 1980), podwojny " The Jimi Hendrix Concerts" (VIII 1982), "Blues" IV 1994).
 
Często się mówi, że w jakimś kraju nie doceniają człowieka i dopiero gdy docenią go obcy, to w swoim kraju jest on także doceniony. Jimi Hendrix jest doskonałym przykładem takiej osoby. Szokujące jest tylko to, że nie doceniono go w tym wzorcowym inkubatorze kapitalizmu i wszelkich talentów za jakie chcą uchodzić Stany Zjednoczone.
 
Obecnie wszyscy członkowie zespołu Jimi Hendrix Experience już nie żyją: Jimi Hendrix zmarł przedwcześnie w wieku 27 lat udusiwszy się własnymi wymiocinami w dniu 27 XI 1970 r., Noel Redding zmarł 11 V 2003 r. , a Mitch Mitchell 12 XI 2008 r. Życie tych muzyków zgasło, ale muzyka jaką stworzyli wciąż świeci jasnym blaskiem i - jak przypuszczam - długo jeszcze jej płomień nie wygaśnie.
 
Marzeniem każdego nastolatka interesującego się muzyką z mojego pokolenia było posiadanie nagrań i plakatu Jimi Hendrixa. Opublikowany w tygodniku "Razem" w 1980 r. lub w 1981 r. plakat i opis tego muzyka był więc spełnieniem marzeń fanatyków takich jak ja. Przypuszczam, że przygotowano go najpewniej z okazji 10 rocznicy śmierci artysty w 1980 r.
 
Plakat po obu stronach był czarno-biały. Na jego stronie A była sylwetka Hendrixa wchodzącego po drewnianych schodach od strony zaplecza na scenę, a także 12 tytułów jego najsłynniejszych utworów z początkowymi partiami tekstu i zapisu nutowego. Na stronie B przedstawiono krótki życiorys muzyka autorstwa Karola Majewskiego, co uzupełniała publikacja okładek i spisów treści wszystkich jego ważniejszych płyt wydanych do tego czasu za życia i po jego śmierci.
 
Znaczną cześć opisu poświęcono na przedstawienie korzeni kulturalno-muzycznych z jakich wyrosła muzyka Hendrixa, a więc ruchu i muzyki hipisowskiej końca lat 60. Tę część opisu znacznie uatrakcyjniały fragmenty dzieł Allena Ginsberga i Arthura Rimbauda. Całości dopełniała bardzo ciekawa relacja-wspomnienie Cezarego Gumińskiego z jego pobytu na koncercie Hendrixa w KB Hallen w Kopenhadze w 1970 r.
 
Pamiętam, że gdy czytałem tę relację, to zastanawiałem się nad tym, jakim cudem Ktoś z państwa socjalistycznego, z którego praktycznie nie można było wyjechać, i w którym ludzie żyli w większości w biedzie, mógł i było go stać, na wyjazd za granicę i pójście na koncert gwiazdy muzyki, co wówczas i obecnie raczej nie było tanie. Jeszcze wówczas nie znałem dzieła Orwella i bajki o zwierzętach równych i równiejszych.
 

sobota, 6 stycznia 2024

Phil Lynott, plakat lidera zespołu Thin Lizzy w magazynie "Razem" z 1983 r.

 


Czwartego stycznia bieżącego roku minęła 39 rocznica przedwczesnej śmierci Pila Lynotta, gitarzysty basowego, kompozytora i lidera irlandzkiego zespołu rockowego Thin Lizzy (Chuda Lizzy). Podobnie jak wielu innych muzyków, prowadzących zbyt rock and rollowy tryb życia, Phil Lynott zmarł przedwcześnie z powodu niewydolności serca wywołanego nadużywaniem narkotyków.

W chwili jego śmierci grupa Thin Lizzy nie istniała już od 3 lat i od tylu lat nie nagrywała nowych płyt. Było to spowodowane dwoma przyczynami: znudzeniem się Lynotta muzyczną formułą własnej grupy i skoncentrowaniem się przez niego na karierze solowej. Jednak na krótko przed śmiercią Lynott planował wskrzeszenie zespołu i nagranie z nim nowej płyty. Plany te przerwała nagła śmierć muzyka.

Z okazji kolejnych rocznic śmierci Phila Lynotta w prasie światowej, w tym także polskiej, ukazały się okolicznościowe artykuły podkreślające wielki talent tego muzyka i jego dokonania artystyczne. Obecnie większość albumów zespołu Thin Lizzy, a także jego solowe płyty uważane są za klasykę rocka, co więcej w 2005 r. w Dublinie odsłonięto nawet pomnik muzyka. Wszystko to jest dowodem wielkiego uznania dla jego talentu i dokonań.

Portal allmusic.com bardzo dobrze ocenia większość jego płyt a zwłaszcza płyty studyjne Thin Lizzy nagrane pomiędzy 1974 a 1979 rokiem, a szczególnie płytę "Jailbreak" z 1976 r. Jednak za najlepsze dokonanie w karierze zespołu uważa się podwójny koncertowy album "Live and Dangerous" z 1978 r. - przy okazji jest to także jedna z najlepszych płyt koncertowych w historii rocka.

Jednak w epoce, czyli w latach 70. XX w., kiedy zespół Thin Lizzy działał uważano go, podobnie jak inne pobratymcze mu grupy z Wielkiej Brytanii, np. UFO, za typową grupę "drugiego planu", a więc działającą w cieniu czołówki ówczesnego rocka, czyli zespołów Led Zeppelin, Black Sabbath i Deep Purple. Taka opinia o Thin Lizzy istnaial także w Polsce okresu PRL.

Pamiętam bardzo dobrze jak przy okazji prezentacji jego albumu "Chinatown" (mojego ulubionego) z 1980 r. w Polskim Radio, znany prezenter radiowy Jerzy Janiszewski powiedział, że wszystkie płyty tego zespołu utrzymane są na jednakowym średnim poziomie i brzmią podobnie, stąd w zasadzie trudno je nawet rozróżnić. Trudno by było nie zgodzić się z tą tezą także obecnie, choć oczywiście niektóre z tych klasycznych płyt są lepsze np. "Black Rose: A Rock Legend" z 1979 r., a inne gorsze np. "Renegade" z 1981 r.

Obecnie o grupie Thin Lizzy i jej liderze z łatwością można poczytać w fachowej prasie, notkach biograficznych zamieszczonych w Internecie, a także w polskich i angielskich encyklopediach, ale w czasach mojej młodości nie było takich możliwości. Z tego powodu przygotowany przez redakcję muzyczną magazynu "Razem" w 1983 r. czarno-biały plakat przedstawiający Phila Lynotta, a na drugiej stronie opis dziejów zespołu Thin Lizzy wraz z reprodukcjami okładek jego płyt, a także kariery solowej lidera (autorstwa Krzysztofa Domaszczyńskiego) był wielkim wydarzeniem dla fanów rocka w PRL.

Przy tej okazji warto wskazać, że Phil Lynott, był dzieckiem Irlandki i Gujańczyka, stąd jego nietypowa ciemna karnacja. Młoda matka nie była przygotowana na zajęcie się dzieckiem, stąd go porzuciła, a jego wychowaniem zajęli się jej Rodzice w Dublinie. W katolickiej Irlandii, o jakże podobnej w mentalności do katolickiej Polski, życie ciemnoskórego chłopca, typowego "obcego", nie było łatwe i na pewno miało wpływ na jego osobowość. Wyjątkowe zdolności a także pracowitość sprawiły jednak, że Phil Lynott osiągnął sukces artystyczny i finansowy o jakim mogły jedynie pomarzyć "czystej krwi" irlandzkie dzieci.

wtorek, 5 grudnia 2023

The Police – plakat i artykuł w magazynie „Razem” z 1984 r.


 

Brytyjski zespół The Police pierwotnie działał w latach 1977-1986 i w tym czasie wydał tylko pięć płyt studyjnych, ale odcisnął się trwałym piętnem na historii muzyki rockowej. Grupa powstała z inicjatywy perkusisty Stewarta Copelanda, ale jej liderem był zawsze jej basista Gordon Mattew Sumner, a jej trzecim członkiem był wybitnie uzdolniony gitarzysta Andy Summers. Było to więc typowe rockowe trio, które zdołało jednak stworzyć swój oryginalny i niepowtarzalny styl nie czerpiąc z dorobku klasycznego bluesa i blues rocka.

Początkowo ich muzyka była połączeniem punk rocka, popu i rytmów reggae i stopniowo ewoluowała w kierunku stylu post punk, new wave, a wreszcie art. Rocka i sofistycznego popu z sarkastycznymi i politycznymi tekstami, męskimi wokalizami i energetycznymi zagrywkami gitary na bazie sekcji rytmicznej basu i perkusji grającej zmodyfikowane reggae.

Właściwie każda ich płyta zasługuje na uwagę, ale z mojego punktu widzenia za najlepsze uważam trzy z nich: „Regatta De Blanc” (1979), „Ghost In The Machine” (1981) i „Synchronicity” (1983). Szczególną rolę w karierze grupy odgrywały single dzięki którym grupa zdobyła masowe rzesze fanów np. „Roxane” (1978), „Walking On The Moon” (1979), „Don’t Stand So Close To Me” (1980), „Invisible Sun” (1981), „Every Breath You Take” (1983).

Sław The Police dotarła także do komuszej Polski już na przełomie lat 70. I 80. , ale mało kto miał wtedy w kraju ich płyty, bo były bardzo drogie. Prezentowany tutaj plakat tego zespołu pochodzi z 1984 r. a więc szczytowego okresu popularności tej grupy przed jej rozwiązaniem w połowie lat 80. Opis biografii zespołu przygotował Kamil Sipowicz, ówczesny student filozofii, a późniejszy mąż Kory Jackowskiej.

piątek, 9 czerwca 2023

Iron Maiden – plakat i historia zespołu w magazynie „Razem” z 1982 r.

 


Grupa Iron Maiden to jeden z klasyków Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu (NWOBHM), a także jeden czołowych twórców heavy metalowych. Znają go i lubią nawet ludzie, którzy na co dzień nie przepadają za tego rodzaju stylem, w muzyce.


Fakt, że tak wielu ludzi w średnim wieku jest obecnie w Polsce fanami tego zespołu ma swoje korzenie w mrocznych początkach lat 80. Wówczas po raz pierwszy zaprezentowano nagrania tej grupy w Polskim Radiu a także nieliczni najbardziej fanatyczni wybrańcy mogli je kupić na bazarach za wartość odpowiadającą miesięcznym zarobkom.

Zrodzone w takich okolicznościach zainteresowanie tym zespołem (a także całym nurtem NWOBHM) zaowocowało pierwszymi recenzjami jego płyt na łamach polskiej prasy młodzieżowej, a także – jak w tym przypadku – także chyba pierwszym plakatem Iron Maiden jaki ukazał się w Polsce okresu PRL.

Podobnie jak w innych przypadkach plakat ten a także dość obszerny tekst o zespole został przygotowany przez redakcję muzyczną czasopisma ”Razem” a konkretnie przez Karola Majewskiego. Opisano tutaj historię zespołu do czasu najnowszego wówczas albumu „The Number Of The Best” wydanego w marcu 1982 r. Pod wieloma względami była to płyta przełomowa, nie tylko była jeszcze lepsza niż jej dwie pełnoprawne studyjne poprzedniczki, po raz pierwszy zaśpiewał na niej Bruce Dickinson, ale także był to album, który ostatecznie otworzył temu zespołowi drogę do międzynarodowej sławy. Oczywiście od początku cieszył się wielkim uznaniem także w naszym kraju.

Wydany przez „Razem” plakat Iron Maiden był wielką atrakcją dla złaknionych muzyki i związanych z nią gadżetów fanów w Polsce. To m.in. dzięki temu plakatowi polscy fani tak tłumnie podążyli na pierwsze koncerty tego zespołu w Polsce w sierpniu 1984 r.

wtorek, 6 grudnia 2022

Paul McCartney – plakat w magazynie „Razem” Nr 1 z 25 IV 1982 r.

 

Tragiczna śmierć Johna Lennona 8 XII 1980 r. w znaczący sposób wpłynęła na odnowienie popularności zespołu The Beatles i twórczości solowej poszczególnych członków tej grupy. Oczywiście grupa ta zawsze cieszy się niesłabnącym uznaniem, ale z powodu kryzysu w przemyśle muzycznym w końcu lat 70. także jej albumy sprzedawały się nieco gorzej niż wcześniej.

Po śmierci Lennona wszystkie albumy The Beatles i jej byłych członków sprzedawały się znakomicie. Przemysł muzyczny kolejny raz zbił więc fortunę na czyimś nieszczęściu i zbiegu okoliczności. Sprzedawały się nie tylko masowe reedycje albumów grupy (wówczas wyłącznie winylowe), ale także różne gadżety z nią z wiązane. Między innymi wydano wówczas serię czterech kolorowych plakatów z wizerunkami członków The Beatles, która także bardzo dobrze się sprzedawała w krajach zachodnich.

Wspomniana seria plakatów stała się także w Polsce podstawą do wydania tych samych plakatów w magazynie „Razem”. Był to organ prasowy ZSMP, a więc młodzieżówki partii komunistycznej. Jednak ówczesna polska poligrafia nie miała jednak takich samych możliwości jak zachodnia, stąd wydane wówczas w naszym kraju reedycje tych zachodnich plakatów były jedynie czarno-białe.

Pretekstem do ich wydania był opis historii zespołu The Beatles przygotowany przez redakcję muzyczną magazynu „Razem”. Całość przygotował i redagował znany ówczesny dziennikarz muzyczny Karol Majewski. Jako pierwszy w serii ukazał się plakat z wizerunkiem Paula McCartneya.

Z trudem kupiłem ten numer magazynu „Razem”. Bo wieść szybko się rozeszła i wszyscy chcieli mieć plakaty Beatlesów, więc pobiegli do kiosków, aby nabyć ten numer tego pisma. Potem sytuacja się powtórzyła, bo wielu chciało mieć u siebie w domu zawsze modne plakaty beatlesów. Mnie udało się kupić tylko dwa numery tej gazety: z plakatami Paula McCartneya i Georga Harrisona.

Plakat ten ukazał się w kwietniu 1982, a więc kilka miesięcy po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, w którym gen. W. Jaruzelski przekształcił nasz kraj w komunistyczną dyktaturę wojskową. Dla mnie i innych młodych był to naprawdę smutny i przygnębiający czas. Muzyka i materiały muzyczne z „Razem” były jednymi z nielicznych atrakcji naszego ówczesnego szarego i ponurego życia.

środa, 8 czerwca 2022

The Beatles – plakat i opis dorobku płytowego zespołu w magazynie "Razem" z 1980 r.?

 


 
Brytyjski zespół The Beatles jest jedną z najważniejszych grup w historii rocka. W zasadzie można powiedzieć, że zespół ten ucieleśnia to wszystko czym była ta muzyka w swej wczesnej fazie, ale już po wyjściu ze skorupy rock and rolla. W ciągu 10 lat swej kariery nagrał 12 albumów studyjnych, z których przynajmniej połowa jest ścisłym kanonem rocka.
 
Napisano o nim tysiące artykułów i dziesiątki płyt, więc z pewnością jego biografii czy dorobku nie trzeba tutaj szerzej przedstawiać. Jedyne co można powiedzieć, to określić się czy jest się fanem The Beatles czy raczej The Rolling Stones. Ja od początku byłem zdecydowanym fanem tego drugiego.
 
Do The Beatles zniechęciły mnie jego pierwsze piosenkowe płyty. Tych późniejszych w czasach młodości nie znałem, więc nie mogłem docenić geniuszu tego zespołu i jego powolnego ale konsekwentnego rozwoju. Doceniłem je dopiero po latach, ale i tak wolę StonsówJ.
 
Wydania brytyjskie płyt tego zespołu znacznie różniły się od amerykańskich, zwłaszcza w początkach jego kariery. Dotyczyło to dobru utworów, tytułów albumów, ale także ich ilością, bo w USA grupa ta wydała w sumie 18 albumów studyjnych. Większość z nich powielało repertuar znany z płyt wydanych na wyspach, ale w części były to nagrania inne.
 
Zespół The Beatles był popularny na całym świecie, a więc także w komunistycznej Polsce. Jego nagrania często prezentowano w Polskim Radio, ale w okresie PRL nigdy nie wydano żadnej płyty winylowej tej grupy w Polsce. Jedynym dostępnym wydawnictwem płytowym The Beatles w PRL był podwójny 7 calowy singiel pt. „The Betales” wydany przez Tonpress w 1978 r. na licencji EMI. Zawierał on tylko siedem klasycznych nagrań tej grupy.
 
To właśnie wydawnictwo miał mój kuzyn Franiszek K., a właściwie jego starszy i bardzo świadomy brat Ryszard K. chodzący do technikum budowlanego. Dzięki temu mogłem po raz pierwszy w życiu posłuchać nagrań tego zespołu bezpośrednio z płyty. A było to w 1980 r.
 
Także w Polsce było wielu miłośników twórczości zespołu The Beatles. To właśnie do nich skierowany był opublikowany w magazynie „Razem” kolorowy plakat tego zespołu, a właściwie plakat z okładkami amerykańskich wydań jego albumów. Na jego odwrotnej stronie znalazły się spisy treści wszystkich zreprodukowanych na froncie albumów a także krótki opis amerykańskiej dyskografii grupy przygotowany przez Karola Majewskiego.
 
Jego dyskografię doprowadzono do rzadkiej płyty składankowej „Rarities” pierwotnie wydanej w kilku krajach na winylu przez wytwórnię Capitol Records w 1980 r. Do dzisiaj nie wznowiono go oficjalnie w tej wersji na płycie kompaktowej. Album ten zawierał rzadkie wersje znanych utworów grupy.
 
Nie jestem pewien daty wydania tego numeru magazynu „Razem”, dlatego przy 1980 r. dałem znak zapytania. Ale jedno jest pewne, to raczej nie może być rok 1981, bo wtedy już był stan wojenny i publikacja w kolorze takie plakatu nie była możliwa. A plakaty „Razem” od 1982 r. nie miały już tej jakości papieru i koloru jak te z przełomu lat 70. i 80 (do XII 1981 r.).