Najstarszy
wycinek z gazet nie muzycznych jaki posiadam pochodzi ze „Świata
Młodych” z 1977 r. Opisuje sylwetkę Johna McLaughlina, znanego muzyka
jazzowego i jazz-rockowego. Dzisiaj znacznie lepszy opis jego osoby
znaleźć można w wielu encyklopediach muzycznych, a także w Wikipedii. W
zasadzie nie ma szanującej się wydawnictwa, w którym nie było by opisu
dorobku artystycznego tego muzyka.
Jednak w 1977 r. w Polsce nie
było to takie oczywiste. Można nawet z całą pewnością powiedzieć, że
mało kto znał Johna McLauglina i jego płyty. W jedynym wydawanym wówczas
w Polsce fachowym piśmie muzycznym, „Jazz. Magazyn Muzyczny”, były
wzmianki o nim, ale popularnej prasie nie był on prezentowany. Z jednej
strony wynikało to z izolacji Polski i nieznajomości jego twórczości, a z
drugiej z tego, że grał on zawsze dość trudną muzykę prawie wyłącznie o
charakterze instrumentalnym.
Jego zaproszenie do kraju w 1977
r. było jednym z przejawów otwierania się ówczesnej Polski na kulturę
zachodnią. Zaproszenie do niego wyszło z polskiego środowiska jazzowego,
co dobrze świadczy o jego poziomie. Z kolei władze komunistyczne
przystały na to, bo koszt jego zaproszenia do Polski na koncerty był
stosunkowo niski, z powodu ograniczonego audytorium na taką muzykę, a
tym samym honoraria, także na zachodzie. Ponadto instrumentalna muzyka
jaką McLauglin grał była bardziej bezpieczna niż trudne do kontrolowania
treści słowne typowych zespołów rockowych.
We wczesnej młodości
głównym powodem kupowania przez mnie gazety „Świat Młodych” były
komiksy na końcu tejże gazety i różne ciekawostki ze świata. W sumie
nawet nie wiem, czemu zostawiłem akurat ten numer „ŚM” i przechowałem go
do 1980 r. Dopiero wówczas wyciąłem z niego ten krótki opis życia i
twórczości Johna McLauglina. Wcześniej nie interesowałem się muzyką i
nie miałem zielonego pojęcia co to za jeden ten McLauglin?
Dopiero
w 1981 r., przy okazji wydania albumu „Friday Night in San Francisco”
nagranego przez niego na koncercie wspólnie z dwoma innymi wybitnymi
gitarzystami: Paco de Lucia i Al Di Meola mogłem po raz pierwszy
zapoznać się z jego muzyką. Potem dowiedziałem się, że w przeciwieństwie
do tego akustycznego koncertu, grał głównie jazz rock i był współtwórcą
tego stylu. Styl ten ujawnił się on już na jego debiutanckiej płycie
pt. „Extrapolation” wydanej w 1969 r. (wciąż trudno dostępnej i mało
znanej). Potem swoje umiejętności McLauglin rozwinął w zespołach Tony
Williama i Milesa Davisa – musiał być prawdziwym geniuszem, że został do
nich przyjęty, a zwłaszcza do tego ostatniego.
W pełni jego
nieprzeciętne umiejętności jako gitarzysty i zdolności kompozytorskie
rozwinęły się jednak w dwóch zespołach: Mahavisnu Orchestra i Shakti. To
właśnie z tym ostatnim był na koncertach w Polsce w 1977 r. To taki
polski Osjan, tylko lepszy, i bardziej radykalny brzmieniowo.
Dzisiaj
taka notatka prasowa jak ta, nie robi już żadnego wrażenia. Ale dla
każdego kto żył w tamtych czasach będzie miłą pamiątką i wspomnieniem
młodości. Przypomni także realia życia i prasy w PRL.
Niestety
wycinając ten fragment gazety nie uwzględniłem autora artykułu, stąd
obecnie nie jestem w stanie powiedzieć, kto go napisał.
Z kolei
przebarwienia tego wycinka wynikają z przebitek kleju jakim go jakieś
20 lat temu przymocowałem do czystej kartki papieru.