Celem tego bloga jest udostępnienie plakatów i rzadkich artykułów drukowanych niegdyś w prasie nie muzycznej PRL
środa, 13 sierpnia 2025
U2- plakat i historia zespołu w magazynie "Razem" nr 7 z II 1986 r.
środa, 9 kwietnia 2025
The Rolling Stones - plakat z magazynu "Razem" z 1982 r.
Podstawowym dylematem przed jakim staje każdy prawdziwy fan rocka jest odpowiedź na pytanie, która z grup z początków tej muzyki jest dla ciebie najlepsza: The Beatles czy The Rolling Stones?
Odpowiedź dla mnie zawsze była bardzo pewna i prosta: The Rolling Stones.
A czemu akurat Oni, skoro The Beatles teoretycznie byli lepsi, bo grali melodyjniej (czytaj bardziej przebojowo), a potem bardziej się rozwinęli, bo przeszli od prostych piosenek do skomplikowanych utworów rockowych.
A bo tak! Bo ja lubię takich, co nie byli tacy idealni i nie robili tego czego od nich oczekiwano, a to co chcieli, za to zawsze szczerze i z sercem (tak przy okazji z tandemu Jagger-Richards wybieram Richardsa).
Jestem świadom tego, że cała twórczość Stonsów to wariacja na temat znanych wszystkim patentów bluesowych, rhythm and bluesowych i rockowych zaczerpniętych z korzeni czarnej muzyki i pionierów rock and rolla. Ale zawsze dodawali do nich coś od siebie, przez co ich piosenki nie tylko były oryginalne, ale także nawiązywały do ducha danego czasu. Przykładowo w latach 60. do rocka psychodelicznego, w latach 70. do rocka progresywnego i punk rocka, w latach 80. do plastikowego brzmienia tej epoki.
Z obecnej perspektywy nie ma to znaczenia, bo jedni i drudzy są legendami rocka. Tymi legendami byli już zresztą na początku lat 80., z którego to czasu pochodzi reprodukowany w „Razem” plakat. Członkowie obu tych zespołów byli już też wówczas milionerami, a więc ludźmi żyjącymi inaczej niż większość przeciętnych ludzi czy nawet muzyków (czytaj: oderwanymi od rzeczywistości).
Lider grupy, Mick Jagger, od lat 60. zapewniał, że nie zamierza w wieku 40 lat chrypieć kanonicznego "(I Can’t Get No) Satisfaction", jednak ku uciesze fanów na początku lat 80. wciąż nagrywał ze swymi kumplami płyty. W sierpniu 1981 r. ukazał się album „Tattoo You” uważany obecnie za jeden z lepszych w ich dyskografii. Zarówno Mick Jagger jak i Keith Richards mieli wówczas po 38 lat, więc niewiele mniej niż wyznaczona przez niech samych niegdyś granica końca kariery. Dowodem ich wyjątkowo dobrej kondycji był też koncertowy album „Still Life (American Concert 1981” nagrany podczas światowego tournee i wydany w czerwcu 1982 r.
Plakat przedstawia członków zespołu The Rolling Stones z okresu sesji nagraniowej i fotograficznej do albumu „Black And Blue” wydanego w kwietniu 1976 r. Grupa fotografowała się tym bardziej ochoczo, że po odejściu gitarzysty Micka Taylora (którego grę i wkład do twórczości tego zespołu bardzo cenię) uzupełniła swój skład o gitarzystę Rona Wooda, który odtąd stał się na stałe jednym ze stonsów.
Podczas sesji fotograficznej do wspomnianego albumu wykonano setki zdjęć i ujęć członków zespołu w różnych konfiguracjach. Jednak zawsze w środku zdjęcia spoglądała na nas twarz Micka Jaggera, bo jak sprytny menadżer zadbał o własną promocję, czego nie mógł uczynić mniej cyniczny i chytry Richards.
W Polsce plakat ten ukazał się w biednej czarno-białej wersji i oczywiście był zwykłym przedrukiem oryginalnego plakatu zachodniego bez żadnej licencji. Do reprodukcji wybrano wersję z następującym układem członków grupy: Ron Wood (gitara śpiew pomocniczy), Charlie Watts (perkusja), Mick Jagger (śpiew, pianino, perkusja), Bill Wyman (gitara basowa, perkusja), Keith Richards (gitara, śpiew pomocniczy, pianino, gitara basowa).
W przeciwieństwie do innych plakatów po jego drugiej stronie nie było opisu działalności zespołu, tę kwestię załatwiała krótka notka z lewej strony plakatu, bowiem znajdowały się tam nie mające z nim związku recenzje i opisy innych twórców muzyki. Z tego powodu zdecydowałem, że drugą stronę tego plakatu opublikuję przy innej okazji.
Plakat ten wisiał u mnie w pokoju, w moim domu rodzinnym, w latach 1982-1988, a więc przez całe najlepsze lata mojej młodości, a przy okazji także prawie do końca moich studiów. Zdjąłem go dopiero w połowie 1988 r., kiedy zmieniłem stan cywilny i na zawsze opuściłem dom rodzinny.
Plakat ten był świadkiem całej mojej młodości, spotkań towarzyskich, a także wszystkich moich młodzieńczych przeżyć.
środa, 4 grudnia 2024
Locomotive GT - plakat i historia zespołu w magazynie "Razem" z 1982 r.
Węgierski zespół Locomotiv GT działał w latach 1971-1987, a po reaktywacji 1996-2016. Założyli go dwaj byli członkowie zespołu Omega: Gábor Presser (organy) i József Laux (perkusja). Laux był także menadżerem, a jego żona Anna Adamis autorką tekstów w Omega. Wydawało się więc, ze grupa Omega nie przetrwa ich odejścia i nie stworzy już dobrej muzyki. Okazało się jednak, że nie tylko przetrwała, ale i w nowym składzie stworzyła najbardziej udane płyty w dziejach węgierskiego rocka.
Z kolei nowo powstała grupa Locomotiv GT której skład uzupełnili dwaj nowi muzycy (Tamás Barta (gitara) i Károly Frenreisz (bass, saxofon śpiew), wychodząc od blues rocka zaczęła tworzyć muzykę w stylu jazz rockowym a także progresywnym. W latach 70. faktycznie nagrała kilka dobrych albumów, z których najlepsze powstały w pierwszym pięcioleciu tej dekady, ale żaden z nich nie osiągnął takiego sukcesu jak płyty zespołu Omega.
Płyty Locomotiv GT lepiej niż na Węgrzech sprzedawały się na Zachodzie, gdzie zespół intensywnie koncertował nagrywając też udane albumy koncertowe (jeden z nich „In Warsaw” ukazał się potem też w Polsce). Te najlepsze albumy studyjne to: debiutancki „Locomotiv GT” (1971), „Ringasd el magad” (1972), „Bummm!” (1973) i nagrany wspólnie z Kati Kovács „Kovács Kati és a Locomotiv GT” (1974). Kati Kovacs grupą LGT nagrała jeszcze następujące albumy: „Rock and roll” (1976), „Close to the Sun” (1976), „Kati” (1976).
W maju 1972 roku LGT był jedynym zespołem z kontynentu, który wystąpił na Great Western Express Festival w Lincoln w Anglii, gdzie węgierscy muzycy zagrali u boku takich gwiazd jak: Genesis, The Beach Boys, Joe Cocker i The Faces. W 1973 r. grupa ponownie koncertowała w Wielkiej Brytanii, a także występowała w programach telewizyjnych. W 1974 r. zespół odbył udaną trzymiesięczną trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Płyty nagrywane za granicą i odnoszone tam sukcesy, a także tematyka niektórych utworów zaniepokoiła komusze władze na Węgrzech, które zaczęły utrudniać grupie dalszą karierę. W takich okolicznościach na odejście i przeniesienie się na stałe do Kanady a potem do USA zdecydował się w 1976 r. jeden z jej założycieli perkusista József Laux. Ostatnią płytą z jego udziałem był podwójny album „Locomotiv GT V” (1976) z elementami funku i psychodelicznego rocka zakazany jednak w kraju muzyków.
Z późniejszych płyt grupy za najciekawszy należy uznać podwójny koncepcyjny album „Loksi” (1980) podzielony na cztery strony: Sen, Życie, Gra i Strona IV. Także tym razem dała o sobie znać cenzura, która nie pozwoliła na wydrukowanie tekstów we wkładce tego albumu. Był to też pierwszy album, za który zespół otrzymał tantiemy.
Prezentowany powyżej plakat i opis historii grupy przygotowany przez Wiesława Królikowskiego prezentuje stan polskiej wiedzy o tym zespole z początku lat 80. XX w.
sobota, 6 stycznia 2024
Phil Lynott, plakat lidera zespołu Thin Lizzy w magazynie "Razem" z 1983 r.
Czwartego stycznia bieżącego roku minęła 39 rocznica przedwczesnej śmierci Pila Lynotta, gitarzysty basowego, kompozytora i lidera irlandzkiego zespołu rockowego Thin Lizzy (Chuda Lizzy). Podobnie jak wielu innych muzyków, prowadzących zbyt rock and rollowy tryb życia, Phil Lynott zmarł przedwcześnie z powodu niewydolności serca wywołanego nadużywaniem narkotyków.
W chwili jego śmierci grupa Thin Lizzy nie istniała już od 3 lat i od tylu lat nie nagrywała nowych płyt. Było to spowodowane dwoma przyczynami: znudzeniem się Lynotta muzyczną formułą własnej grupy i skoncentrowaniem się przez niego na karierze solowej. Jednak na krótko przed śmiercią Lynott planował wskrzeszenie zespołu i nagranie z nim nowej płyty. Plany te przerwała nagła śmierć muzyka.
Z okazji kolejnych rocznic śmierci Phila Lynotta w prasie światowej, w tym także polskiej, ukazały się okolicznościowe artykuły podkreślające wielki talent tego muzyka i jego dokonania artystyczne. Obecnie większość albumów zespołu Thin Lizzy, a także jego solowe płyty uważane są za klasykę rocka, co więcej w 2005 r. w Dublinie odsłonięto nawet pomnik muzyka. Wszystko to jest dowodem wielkiego uznania dla jego talentu i dokonań.
Portal allmusic.com bardzo dobrze ocenia większość jego płyt a zwłaszcza płyty studyjne Thin Lizzy nagrane pomiędzy 1974 a 1979 rokiem, a szczególnie płytę "Jailbreak" z 1976 r. Jednak za najlepsze dokonanie w karierze zespołu uważa się podwójny koncertowy album "Live and Dangerous" z 1978 r. - przy okazji jest to także jedna z najlepszych płyt koncertowych w historii rocka.
Jednak w epoce, czyli w latach 70. XX w., kiedy zespół Thin Lizzy działał uważano go, podobnie jak inne pobratymcze mu grupy z Wielkiej Brytanii, np. UFO, za typową grupę "drugiego planu", a więc działającą w cieniu czołówki ówczesnego rocka, czyli zespołów Led Zeppelin, Black Sabbath i Deep Purple. Taka opinia o Thin Lizzy istnaial także w Polsce okresu PRL.
Pamiętam bardzo dobrze jak przy okazji prezentacji jego albumu "Chinatown" (mojego ulubionego) z 1980 r. w Polskim Radio, znany prezenter radiowy Jerzy Janiszewski powiedział, że wszystkie płyty tego zespołu utrzymane są na jednakowym średnim poziomie i brzmią podobnie, stąd w zasadzie trudno je nawet rozróżnić. Trudno by było nie zgodzić się z tą tezą także obecnie, choć oczywiście niektóre z tych klasycznych płyt są lepsze np. "Black Rose: A Rock Legend" z 1979 r., a inne gorsze np. "Renegade" z 1981 r.
Obecnie o grupie Thin Lizzy i jej liderze z łatwością można poczytać w fachowej prasie, notkach biograficznych zamieszczonych w Internecie, a także w polskich i angielskich encyklopediach, ale w czasach mojej młodości nie było takich możliwości. Z tego powodu przygotowany przez redakcję muzyczną magazynu "Razem" w 1983 r. czarno-biały plakat przedstawiający Phila Lynotta, a na drugiej stronie opis dziejów zespołu Thin Lizzy wraz z reprodukcjami okładek jego płyt, a także kariery solowej lidera (autorstwa Krzysztofa Domaszczyńskiego) był wielkim wydarzeniem dla fanów rocka w PRL.
Przy tej okazji warto wskazać, że Phil Lynott, był dzieckiem Irlandki i Gujańczyka, stąd jego nietypowa ciemna karnacja. Młoda matka nie była przygotowana na zajęcie się dzieckiem, stąd go porzuciła, a jego wychowaniem zajęli się jej Rodzice w Dublinie. W katolickiej Irlandii, o jakże podobnej w mentalności do katolickiej Polski, życie ciemnoskórego chłopca, typowego "obcego", nie było łatwe i na pewno miało wpływ na jego osobowość. Wyjątkowe zdolności a także pracowitość sprawiły jednak, że Phil Lynott osiągnął sukces artystyczny i finansowy o jakim mogły jedynie pomarzyć "czystej krwi" irlandzkie dzieci.
wtorek, 5 grudnia 2023
The Police – plakat i artykuł w magazynie „Razem” z 1984 r.
Brytyjski zespół The Police pierwotnie działał w latach 1977-1986 i w tym czasie wydał tylko pięć płyt studyjnych, ale odcisnął się trwałym piętnem na historii muzyki rockowej. Grupa powstała z inicjatywy perkusisty Stewarta Copelanda, ale jej liderem był zawsze jej basista Gordon Mattew Sumner, a jej trzecim członkiem był wybitnie uzdolniony gitarzysta Andy Summers. Było to więc typowe rockowe trio, które zdołało jednak stworzyć swój oryginalny i niepowtarzalny styl nie czerpiąc z dorobku klasycznego bluesa i blues rocka.
Początkowo ich muzyka była połączeniem punk rocka, popu i rytmów reggae i stopniowo ewoluowała w kierunku stylu post punk, new wave, a wreszcie art. Rocka i sofistycznego popu z sarkastycznymi i politycznymi tekstami, męskimi wokalizami i energetycznymi zagrywkami gitary na bazie sekcji rytmicznej basu i perkusji grającej zmodyfikowane reggae.
Właściwie każda ich płyta zasługuje na uwagę, ale z mojego punktu widzenia za najlepsze uważam trzy z nich: „Regatta De Blanc” (1979), „Ghost In The Machine” (1981) i „Synchronicity” (1983). Szczególną rolę w karierze grupy odgrywały single dzięki którym grupa zdobyła masowe rzesze fanów np. „Roxane” (1978), „Walking On The Moon” (1979), „Don’t Stand So Close To Me” (1980), „Invisible Sun” (1981), „Every Breath You Take” (1983).
Sław The Police dotarła także do komuszej Polski już na przełomie lat 70. I 80. , ale mało kto miał wtedy w kraju ich płyty, bo były bardzo drogie. Prezentowany tutaj plakat tego zespołu pochodzi z 1984 r. a więc szczytowego okresu popularności tej grupy przed jej rozwiązaniem w połowie lat 80. Opis biografii zespołu przygotował Kamil Sipowicz, ówczesny student filozofii, a późniejszy mąż Kory Jackowskiej.
piątek, 9 czerwca 2023
Iron Maiden – plakat i historia zespołu w magazynie „Razem” z 1982 r.
Grupa Iron Maiden to jeden z klasyków Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu (NWOBHM), a także jeden czołowych twórców heavy metalowych. Znają go i lubią nawet ludzie, którzy na co dzień nie przepadają za tego rodzaju stylem, w muzyce.
Fakt, że tak wielu ludzi w średnim wieku jest obecnie w Polsce fanami tego zespołu ma swoje korzenie w mrocznych początkach lat 80. Wówczas po raz pierwszy zaprezentowano nagrania tej grupy w Polskim Radiu a także nieliczni najbardziej fanatyczni wybrańcy mogli je kupić na bazarach za wartość odpowiadającą miesięcznym zarobkom.
Zrodzone w takich okolicznościach zainteresowanie tym zespołem (a także całym nurtem NWOBHM) zaowocowało pierwszymi recenzjami jego płyt na łamach polskiej prasy młodzieżowej, a także – jak w tym przypadku – także chyba pierwszym plakatem Iron Maiden jaki ukazał się w Polsce okresu PRL.
Podobnie jak w innych przypadkach plakat ten a także dość obszerny tekst o zespole został przygotowany przez redakcję muzyczną czasopisma ”Razem” a konkretnie przez Karola Majewskiego. Opisano tutaj historię zespołu do czasu najnowszego wówczas albumu „The Number Of The Best” wydanego w marcu 1982 r. Pod wieloma względami była to płyta przełomowa, nie tylko była jeszcze lepsza niż jej dwie pełnoprawne studyjne poprzedniczki, po raz pierwszy zaśpiewał na niej Bruce Dickinson, ale także był to album, który ostatecznie otworzył temu zespołowi drogę do międzynarodowej sławy. Oczywiście od początku cieszył się wielkim uznaniem także w naszym kraju.
Wydany przez „Razem” plakat Iron Maiden był wielką atrakcją dla złaknionych muzyki i związanych z nią gadżetów fanów w Polsce. To m.in. dzięki temu plakatowi polscy fani tak tłumnie podążyli na pierwsze koncerty tego zespołu w Polsce w sierpniu 1984 r.
wtorek, 6 grudnia 2022
Paul McCartney – plakat w magazynie „Razem” Nr 1 z 25 IV 1982 r.
Tragiczna śmierć Johna Lennona 8 XII 1980 r. w znaczący sposób wpłynęła na odnowienie popularności zespołu The Beatles i twórczości solowej poszczególnych członków tej grupy. Oczywiście grupa ta zawsze cieszy się niesłabnącym uznaniem, ale z powodu kryzysu w przemyśle muzycznym w końcu lat 70. także jej albumy sprzedawały się nieco gorzej niż wcześniej.
Po śmierci Lennona wszystkie albumy The Beatles i jej byłych członków sprzedawały się znakomicie. Przemysł muzyczny kolejny raz zbił więc fortunę na czyimś nieszczęściu i zbiegu okoliczności. Sprzedawały się nie tylko masowe reedycje albumów grupy (wówczas wyłącznie winylowe), ale także różne gadżety z nią z wiązane. Między innymi wydano wówczas serię czterech kolorowych plakatów z wizerunkami członków The Beatles, która także bardzo dobrze się sprzedawała w krajach zachodnich.
Wspomniana seria plakatów stała się także w Polsce podstawą do wydania tych samych plakatów w magazynie „Razem”. Był to organ prasowy ZSMP, a więc młodzieżówki partii komunistycznej. Jednak ówczesna polska poligrafia nie miała jednak takich samych możliwości jak zachodnia, stąd wydane wówczas w naszym kraju reedycje tych zachodnich plakatów były jedynie czarno-białe.
Pretekstem do ich wydania był opis historii zespołu The Beatles przygotowany przez redakcję muzyczną magazynu „Razem”. Całość przygotował i redagował znany ówczesny dziennikarz muzyczny Karol Majewski. Jako pierwszy w serii ukazał się plakat z wizerunkiem Paula McCartneya.
Z trudem kupiłem ten numer magazynu „Razem”. Bo wieść szybko się rozeszła i wszyscy chcieli mieć plakaty Beatlesów, więc pobiegli do kiosków, aby nabyć ten numer tego pisma. Potem sytuacja się powtórzyła, bo wielu chciało mieć u siebie w domu zawsze modne plakaty beatlesów. Mnie udało się kupić tylko dwa numery tej gazety: z plakatami Paula McCartneya i Georga Harrisona.
Plakat ten ukazał się w kwietniu 1982, a więc kilka miesięcy po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, w którym gen. W. Jaruzelski przekształcił nasz kraj w komunistyczną dyktaturę wojskową. Dla mnie i innych młodych był to naprawdę smutny i przygnębiający czas. Muzyka i materiały muzyczne z „Razem” były jednymi z nielicznych atrakcji naszego ówczesnego szarego i ponurego życia.
środa, 8 czerwca 2022
The Beatles – plakat i opis dorobku płytowego zespołu w magazynie "Razem" z 1980 r.?
środa, 12 maja 2021
Tangerine Dream - plakat w magazynie "Razem" z 1983 r.
Lata 60. i 70. w muzyce popularnej na Zachodzie byłe okresem dominacji rocka brytyjsko-amerykańskiego, ale od początku niektóre inne nacje np. Francuzi, Holendrzy, Włosi i Niemcy mieli w tej muzyce coś do powiedzenia. O ile podziwiany obecnie kraut rock istniał to jednak ówczesna brytyjska prasa muzyczna nie traktowała go zbyt poważnie. Inaczej było z niemieckim elektronicznym rockiem. To było coś nowego i niespotykanego w tej formie w Wielkiej Brytanii, dlatego spotkało się tam z zaciekawieniem i uznaniem. Zainteresowanie to znacznie wzrosło wraz z podpisaniem przez TD kontraktu z wytwórnią Polydor, w której wydano album "Athem" (1973), a jeszcze bardziej po związaniu się grupy z wytwórnią Virgin, dzięki której weszła ona do ścisłej czołówki światowego rocka.
Powyższy czarno-biały plakat zespołu Tangerine Dream opublikowano w magazynie "Razem" w 1983 r. Bezpośrednią inspiracją do jego wydania był planowany przyjazd tej grupy do Polski w końcu tegoż roku. Przy tej okazji warto przypomnieć, że począwszy od polowy lat 70. XX w. muzyka elektroniczna cieszyła się w Europie coraz większym uznaniem. Masowa moda na tego rodzaju muzykę dotarła także do komunistycznej Polski na przełomie lat 70. i 80.
Poprzez audycje radiowe muzyka TD dotarła wówczas także do mnie, a im więcej słuchałem nagrań tej grupy, tym bardziej byłem nią zafascynowany. Bardzo lubił ją także mój Ojciec. Jak już przy innej okazji wspomniałem, władze w PRL tolerowały tego rodzaju wykonawców, bo grali oni muzykę instrumentalną bez tekstów, w których można było przemycić ukryte antysocjalistyczne treści. Charakter twórczości zadecydował więc o tym , że władze zgodziły się na przyjazd tego zespołu do PRL.
Obecnie mija ponad 50 lat od chwili powstania i daty jego debiutu płytowego, a także 6 lat od śmierci jego lidera Edgara Froese (zm. 20 I 2015 r. w wieku 70 lat). Zespół TD przetrwał, ale moim zdaniem bez niego to już nie ta sama grupa. Jednak w chwili gdy ukazał się ten plakat w "Razem" w 1983 r. Froese był w pełni sił twórczych, a w dorobku kilkanaście lat działalności scenicznej i wiele udanych płyt. Wciąż był jednak człowiekiem w miarę młodym, bo liczył wówczas zaledwie 39 lat. Przed nim było jeszcze wiele płyt do nagrania i koncertów do przeprowadzenia.
Plakat po obu stronach jest czarno-biały. Na stronie A jest widoczny napis z nazwą zespołu, a także kilka mozaikowo ułożonych fotografii przedstawiających ówczesnych jego członków: Edgara Froesego (z długimi blond włosami i brodą), Chrisa Franke (w okularach), Johannesa Schmoellinga (krótko obcięty) i Klausa Krügera (z brodą i kręconymi ciemnymi włosami).
Na stronie B plakatu znalazł się opis przygotowany przez Krzysztofa Domaszczyńskiego, dyżurnego dziennikarza muzycznego "Razem". Obejmował on dokładny spis wszystkich płyt i utworów TD do albumu "Logos" wydanego w grudniu 1982 r., a także opis historii zespołu. W tym ostatnim szczególną uwagę zwrócono na albumy nagrane dla wytwórni Virgin, kiedy zespół odnosił największe sukcesy komercyjne i artystyczne. W tekście wykorzystano też fragmenty wywiadów z liderem drukowanych pierwotnie w zachodniej prasie muzycznej.
W czasach mojej młodości muzykę jaką grał TD nazywano elektronicznym rockiem. Obecnie na opisanie gatunku w jakim grał ten zespół używa się określeń: Electronic, Avant-Garde, Stage & Screen, Pop/Rock, New Age, a w ich ramach precyzuje się style w jakich tworzył na: Ambient, Experimental Electronic, Film Score, Art Rock, Kraut Rock, Prog-Rock, Keyboard/Synthesizer/New Age, Progressive Electronic, Berlin School. Taka wielość gatunków i stylów sprawia, że praktycznie każdy fan może w ich muzyce znaleźć coś dla siebie.
Gatunek i styl muzyki TD zmieniał się w zależności od etapu historii tego zespołu i okresu jego działalności. Najbardziej trudny w odbiorze i awangardowy był okres pierwszy tzw. The Pink Years, pomiędzy 1969-1972 r., kiedy grupa nagrała swe cztery pierwsze płyty: "Electronic Meditation" (1970), "Alpha Centauri" (1971), "Zeit" (1972) i "Atem" (1973). Pierwsze trzy z nich wydala mała niemiecka wytwórnia Ohr Records.
Najbardziej znaczący w dorobku i dla muzyki popularnej był drugi okres jej działalności zwany The Virgin Years przypadający na okres 1973-1983. Grupa nagrała wówczas 13 albumów, z których przynajmniej połowa należy do kanonu rocka elektronicznego, m.in. "Phaedra" (1974), "Rubycon" (1975), "Richochet" (1975), "Stratosfear" (1976), "Encore" (1977), "Force Majeure" (1979), "Quichotte" (1980).
W okresie zwanym The Blue Years datowanym na lata 1983-1988 zespół nagrał 6 płyt, z których przynajmniej 3 uważa się za dobre: "Poland" (1983), "Green Desert" (1986) i "Underwater Sunlight" (1986).
Na osobną uwagę zasługują także płyty ze ścieżkami dźwiękowymi do filmów stworzone przez zespół. Pierwszą z pły7t o takim charakterze był album z muzyką do filmu "Sorcere" (1977), później pojawiły się następne. Obok wspomnianego za najwartościowsze z nich należy uznać: "Thief" (1981), "The Keep" (1983), "Firestarter" (1984), "Legend" (1985), i "Near Dark" (1987). W późniejszych latach ukazało się jeszcze wiele przygotowanych przez niego soundtracków, ale żaden z nich nie zyskał szerszej popularności.
Niestety począwszy od końca lat 80. Edgar Froese zatracił gdzieś swe naturalne niemieckie umiarkowanie na rzecz beztroskiego wydawania każdego dźwięku jaki nagrał. Po części spowodowane to było brakami funduszy, a później także jego sporem z wytwórnia Virgin, której niegdyś sprzedał prawa autorskie swych nagrań. Dodatkowo towarzyszyła temu częściowa zmiana stylu jego formacji. Zamiast dominujących dotąd długich utworów pojawiły się krótsze za to o bardziej błahej melodyce i rytmice. W ten sposób w okresie pomiędzy 1988 a 2015 rokiem zespół wydal kilkadziesiąt płyt studyjnych i koncertowych. Trudno się w nich połapać nawet miłośnikom TD, a co dopiero postronnym fanom. Froese wznowił także dawne klasyczne albumy TD nagrywając je na nowo i wydając w nowych okładkach. Podobnie postąpił ze swymi płytami solowymi. Postępując w ten niefrasobliwy sposób zniszczył własną legendę.
W ciągu swej historii grupa wiele razy zmieniała swój skład, ale jego podstawą zawsze był kompozytorski i duchowy wkład jej lidera, a także gitarzysty i wirtuoza instrumentów elektronicznych Edgara Froese. W pierwszym, najbardziej awangardowym okresie swej działalności, współpracowali z nią także inni znani później kompozytorzy i instrumentaliści tworzący muzykę elektroniczną: Klaus Schulze i Conrad Schnitzler. Jednak główną podporą klasycznego składu TD byli dwaj inni muzycy: Peter Baumann (organy, syntezatory, pianino, flety) i Christopher Franke (syntezatory, perkusja). To właśnie w tym składzie nagrała swe najlepsze albumy w latach 70.
Peter Baumann był tym, który nadal muzyce TD głębię poprzez wprowadzenie do ich elektronicznego brzmienia instrumentów akustycznych i ciszy jako kontrapunktu dla rozwlekłych elektronicznych improwizacji. Z kolei Chris Franek był odpowiedzialny za tak lubianą przez fanów brzmienia berlińskiego sekwencyjną motorykę w muzyce tej grupy.
W okresie gdy przyjechała do Polski w jej składzie od dawna nie było już Baumanna, którego w 1979 r. zastąpił Johannes Schmoelling (instrumenty klawiszowe) grający z nią do 1985 r. Dwa lata później odszedł od niej także Chris Franke. Wspomniane zmiany personalne miały znaczący wpływ na ogólne brzmienia muzyki grupy TD i jakby ostatecznie kończyły najbardziej twórczy okres w jej historii.
Ważniejszymi instrumentalistami jacy występowali z nią od końca lat 80. do śmierci lidera byli: Paul Haslinger (keyboards, guitars), Jerome Froese (keyboards, guitars), Linda Spa - saxophone (flute, saxophone, keyboards), Iris Camaa (percussion, V-drums) i Thorsten Quaeschning (keyboards, drums, vocals).
Przy tej okazji muszę podzielić się refleksją osobistą. Dla mojego pokolenia wychowanego w PRL niemiecki zespół Tangerine Dream był nie tylko jeszcze jednym zespołem rockowym grającym dziwną elektroniczną muzykę, ale także uosobieniem marzeń o lepszym świecie. Wszakże co jak co, ale RFN, czyli Republika Federalna Niemiec, choć oczywiście wróg numer jeden twardogłowej komunistycznej propagandy, jednocześnie była jej niedościgłym wzorem jeżeli chodzi o rozwój gospodarczy i bogactwo.
W tamtym czasie wielu dawnych mieszkańców Górnego Śląska miało jakichś krewnych w "Efie", jak mówiono na RFN, którzy przysyłali im paczki z różnymi wiktuałami i kolorowymi katalogami najnowszych sprzętów o jakich w Polsce można było tylko zamarzyć. Ludzie z innych części Polski zazdrościli Ślązakom tych paczek, ale też nie wszyscy co mieszkali na Śląsku się na nie mogli załapać. Przykładowo ja należałem do takiej śląskiej rodziny, która paczek z "Efu" nigdy nie dostawała. Co więksi szczęściarze dostawali w tychże paczkach także płyty winylowe, w tym nagrania zespołu TD. Taką paczkę z płytą tej grupy dostał wówczas jeden z moich dalszych znajomych. Niestety, ja mogłem tylko pomarzyć o paczce z taką zawartością dla siebie.
wtorek, 6 października 2020
AC/DC – plakat zespołu w magazynie „Razem” z 1982 r.
Australijski zespół AC/DC jest obecnie jedną z najbardziej znanych gwiazd rocka. Jego surowy hard rockowy i hevay metalowy styl zyskał miliony wielbicieli na całym świecie. Klasyczny skład tej grupy tworzyli: bracia Angus (gitara prowadząca) i Malcolm (gitara rytmiczna, śpiew) Youngowie, Ronald Bon Scott (śpiew), Cliff Willimas (gitara basowa) i Phil Rudd (perkusja).
Grupa zadebiutowała już w 1973 r. Pierwsze dwa albumy: „High Voltage” i „T.N.T” wydała w 1975 r. wyłącznie w Australii. Pierwszym albumem wydanym na całym świecie była dopiero trzecia płyta, także zatytułowana „High Voltage” będąca kompilacją dwóch pierwszych australijskich płyt. Przy tej okazji warto wspomnieć że albumy grupy do 1977 r. ukazywały się nie tylko w różnych okładkach w Australii i na świecie, ale także z różnymi zestawami utworów.
Po ustabilizowaniu się składu z Cliffem Williamsem jako basistą nagrała swe trzy klasyczne albumy: „Let There Be Rock (1977), „Powerage” (1978) i „Highway to Hell” (1979). Każdy z nich sprzedawał się coraz lepiej przynosząc zespołowi coraz większą sławę.
Jego sława dotarła także do Polski okresu PRL w czasach mojej młodości, a więc na przełomie lat 70. i 80. Pamiętam jak moi koledzy z tamtych czasów podniecali się jakimś nowym nieznanym nikomu zespołem, którego nazwę mało kto potrafił poprawnie wypowiedzieć. W polskich realiach do masowej świadomości grupa te przebiła się dopiero w 1980 r. dzięki albumowi „Highway To Hell”.
W 1980 r. po niespodziewanej śmierci wokalisty, Bona Scotta, dalsza kariera zespołu stanęła pod znakiem zapytania. Osobiście najbardziej cenię jego dorobek z czasów Bona Scotta, kiedy jego twórczość była najbliższa bluesa i hard rocka. Jego godnym następca okazał się Brian Johnson który nadal grupie bardziej metalowe brzmienie i z którym zespół nagrał i wydał przebojowy album „Back In Black” (1980). Płyta ta nie tylko odniosła międzynarodowy sukces, ale także stała się jednym z najlepiej sprzedających się albumów w historii fonografii.
Albumy te prezentowane były także w audycjach muzycznych Polskiego Radia. Jej płyty zaprezentowano w latach 1980-1981 w audycjach Piotra Kaczkowskiego np. w „Minimaxie” nadawanym w Programie Trzecim. Pamiętam jak nagrałem wówczas album „Powerage” – była to pierwsza płyta tej grupy jaką w ogóle słyszałem. Potem nagrałem jeszcze jej album „If You Want Blood, You've Got It”. Z kolei w audycji „Muzyka dla kolekcjonerów” w latach 1982-1983 r. udostępniono jej płyty w wersji stereofonicznej: „Back in Black” i „Let There Be Rock".
Szczególne znaczenie dla słuchaczy w Polsce miał album „For Those About to Rock We Salute You” (1981) wydany 23 X 1981 r. Wygłodniałej muzyki publiczności Polskiego Radia zaprezentowano go w wersji stereofonicznej w audycji „Klub Stereo” nadanej w dniu 1 III 1982 r. i prowadzonej przez Marka Gaszyńskiego. Była to jedna z pierwszych audycji muzycznych wyemitowanych po okresie zawieszenia programów radiowych w pierwszym okresie stanu wojennego.
Magazyn „Razem” był periodykiem wydawanym przez ZSMP, a więc generalnie prasą komunistycznej młodzieżówki. Wydanie w nim plakatu zespołu AC/DC było przykładem typowego „wentyla bezpieczeństwa” jaki zastosowała władza wobec młodych, aby choć częściowo skanalizować ich frustracje z powodu kryzysu gospodarczego i uciążliwości stanu wojennego.
Tekst o historii grupy AC/DC przygotował Karol Majewski. Wzbogacono go licznymi reprodukcjami okładek płyt grupy, w tym tymi mniej znanymi (ale wówczas nie byłem tego świadomy).
Bardzo ciekawe są też wspomnienia Karola Majewskiego dotyczącego jego pierwszego spotkania z tym zespołem w Londynie w 1975 r., a więc w czasach jak był jeszcze nieznany. Tych informacji nie ma w żadnej innej biografii tego zespołu.
wtorek, 17 marca 2020
Rush – plakat i opis historii zespołu w magazynie „Razem” z 20 XI 1984 r.
wtorek, 19 listopada 2019
Jon Anderson / Vangelis – plakat i opis w magazynie "Razem" z 1982 r.
Przełom lat 70. i 80. był po, krótkim choć gwałtownym okresie dominacji punk rocka, powrotem do bardziej łagodnych brzmień w muzyce popularnej. Szczególnym uznaniem słuchaczy cieszyła się muzyka tworzona na instrumentach elektronicznych. Najbardziej popularna była jej najbardziej prosta forma stworzona przez artystów tworzących w nurcie określonym jako New Romantic. Ale uznaniem cieszyli się także weterani sceny elektronicznej grający bardziej wyrafinowane formy elektroniki, w tym Tangerine Dream, Klaus Schulze, Kraftwerk i Vangelis.
Vangelis, a właściwie Ewangelos Papathanassiou (ur. 1943) był w 1968 r. jednym z greckich uciekinierów, którzy zostali zmuszeni do popuszczenia rodzinnego kraju z powodu prawicowego przewrotu wojskowego w Grecji dokonanego przez tzw. czarnych pułkowników rządzących tym krajem w latach 1967-1974.
W 1968 r. w Paryżu, Vangelis wraz z Demisem Roussosem i Loukasem Siderasem założył zespół Aphrodite's Child (Dziecko Afrodyty), z którym nagrał kilka płyt, z których najbardziej ceniony jest album „666” (1972).
Po jej rozwiązaniu w 1972 r. rozpoczął karierę solową specjalizując się w komponowaniu elektronicznej muzyki instrumentalnej i filmowej. Druga połowa lat 70. przyniosła jego najbardziej udane samodzielne dzieła: „Heaven and Hell” (1975), „Albedo 0.39” (1976), „Spiral” (1977), „Beaubourg” (1978) i „China” (1979).
W tym czasie Vangelis skomponował i wydał także kilka wyjątkowo udanych płyt z ścieżkami dźwiękowymi do filmów, m.in. „L'Apocalypse Des Animaux” (1973), „La Fete Sauvage” (19756), „Chariots of Fire” (1981) – za tę ostatnią otrzymał nawet Oscara.
Z kolei Jon (właściwie John) Anderson to brytyjski kompozytor, multiinstrumentalista i wokalista znany głównie z grupy Yes – jednego z klasyków rocka progresywnego lat 70. Z zespołem tym nagrał wszystkie najistotniejsze albumy będące obecnie klasyką progresywnego rocka, w tym: „Fragile” (1972), „Close To The Edge” (1972), „Tales from Topographic Oceans” (1973), Relayer” (1974), „Going For The One” (1977), w także klasyczne albumy koncertowe: „Yessongs” (1973) i „Yesshows” (1980).
Jego ambicje szły jednak także w kierunku twórczości indywidualnej, stąd pierwszy album solowy „Olias of Sunhillow” wydał już w 1976 r. Pod koniec lat 70. muzycy grupy Yes byli zmęczeni pracą ze sobą co przybrało postać jawnej agresji pomiędzy nimi. W efekcie Anderson odszedł od Yes i skupił się na karierze solowej.
Nawiązał wówczas współpracę z Vangelisem, z którym nagrał trzy przebojowe albumy: „Short Stories” (1980), „The Friends of Mr Cairo” (1981) i „Private Collection” (1983) z których najbardziej ceniony jest ten środkowy.
Kolorowy plakat przedstawiający Jona Andersona przywołuje echa wielkiej popularności duetu Jon And Vangelis także w Polsce początku lat 80.
Opracowanie o twórczości obu muzyków przygotowali:
Karol Majewski i Dariusz Andrzejewski
poniedziałek, 15 lipca 2019
Black Sabbath – plakat z magazynu „Razem” z 1983 r.
Black Sabbath, to zespół brytyjski, jeden z klasyków hard rocka, a zarazem jedna z legend rocka. W zasadzie prawie nie ma zespołu, który w mniejszym lub większym stopniu nie czerpałby inspiracji z jego twórczości.
W Polsce okresu PRL był to zespół znany i popularny, choć podobnie jak w RFN jego konkurent na niwie ciężkiego grania, grupa Led Zeppelin, miała chyba więcej fanów niż Sabbath.
Ja osobiście zawsze bardziej lubiłem Black Sabbath i stawiałem go wyżej niż zespół Jimi Page’a z powodu bardziej ciężkiego i mrocznego brzmienia. Podobały mi się oba wcielania Sabbath: z Ozzym i Jamesem Dio. Szkoda mi tylko, że w klasycznym okresie z tym drugim powstały tylko trzy albumy: dwa studyjne i jeden koncertowy.
Koncertówka z Jamesem Dio w składzie (także na tym plakacie) pt. „Live Evil” ukazała się 1 XII 1982, stąd w zakończeniu tekstu na plakacie z dumą ogłoszono, że to informacja „z ostatniej chwili”, a w domyśle, że dopisano ją w ostatniej chwili przed wydaniem gazety.
Rok 1982 nie należał w Polsce do udanych, głównie z powodu sytuacji politycznej spowodowanej wprowadzeniem stanu wojennego. Wszystko co zachodnie, a zwłaszcza muzyka rockowa, były wówczas promykiem nadziei z lepszego świata. Także ten bardzo skromny czarno-biały plakat Sabbs był wtedy w Polsce takim promykiem światła.
Wówczas mogłem jedynie pomarzyć o posłuchaniu wszystkich albumów Black Sabbath z płyt winylowych. Były one bardzo drogie, a także niedostępne. Dopiero w latach 90. kupiłem wszystkie ich albumy w wersji kompaktowej.
Jak zwykle w wypadku tego pisma, część opisową do niego przygotował Krzysztof Domaszczyński.
piątek, 2 listopada 2018
Queen – plakat i opis w magazynie “Razem” z 1981 r.
Obecnie nie ma chyba jako tako wykształconej osoby, która nie słyszałaby o brytyjskim zespole Queen i jego liderze, Freddie Mercurym, który zmarł na AIDS. Jednak 35 lat temu nie był to aż tak znany zespół. Przynajmniej nie był obecny w świadomości masowej. Znali go miłośnicy rocka, bo nie mogło być inaczej, ale ani on, ani jego muzyka, nie była masowo znana czy lubiana.
Trudno się temu zresztą dziwić, bo w pierwszym okresie swej działalności grupa Queen grała głównie glam rocka a nawet hard rocka, a style te automatycznie zamykały ją w kręgu miłośników tych dość hermetycznych stylów rocka. Jej pierwsze dwie płyty, „Queen” i „Queen II” z lat 1973-1974 nie były zbyt odkrywcze brzmieniowo, bo głównie naśladowały brzmienie Led Zeppelin. Obecnie druga z nich uważana jest za wielkie osiągnięcie, ale w epoce bardzo były one krytykowane przez anglosaskich recenzentów za wtórność.
Swe najlepsze albumy grupa nagrała pomiędzy 1974 a 1979 r. Klasyczne rockowe brzmienie Queen z lat 70. zrodziło się wraz z albumem „Sheer Heart Attack” („Stuprocentowy atak serca”) z 1974 r. Potem styl ten był rozwijany na kolejnych płytach: „A Night At The Opera” (1975), „A Day At The Races” (1976), „News Of The World” (1977) i „Jazz” (1978). Za najlepsze w tej grupie uważa się płyty: „Noc w operze” i „Wiadomości ze świata”. Ten pierwszy, najważniejszy i najlepszy etap kariery zespołu został podsumowany podwójnym albumem koncertowym „Queen Live Killers” wydanym w 1979 r. Obecnie uważa się ją za jeden z najlepszych albumów koncertowych w dziejach muzyki rockowej.
W lata 80. zespół wkroczył płyta „The Game” (1980) na której po raz pierwszy pojawiły się syntezatory i przebojowe plastikowe piosenki w rodzaju „Another One Bites the Dust”. Był to cios dla ucha dawnych rockowych fanów grupy, którzy odtąd odwrócili się od niej. Pomimo tego kariera Quenn nie tylko się nie załamała, ale wtedy dopiero nabrała rozpędu dzięki licznym przebojom, które przyciągnęły do niej nowe rzesze fanów. Nagrane w tej dekadzie albumy: „Hot Space” (1982), „The Works” (1984), “A Kind of Magic” (1986), “The Mirakle” (1989) były kiepskie, ale przyniosły grupie masową popularność.
Stało się to za sprawą intensywnej akcji marketingowej oraz licznych prezentacji radiowych i telewizyjnych ich przebojów. Szczególne znacznie miały tutaj dwa czynniki: lansowanie ich teledysków w telewizjach muzycznych, a także intensywna działalność koncertowa zespołu na całym świecie.
Od czasu wydania albumu „The Game”, do którego mam pewien sentyment, bo był moją pierwszą płyta nagraną na kasecie z radia w wersji stereo, nigdy odtąd już zespołu Queen nie słuchałem. Wraz z plastikowym brzmieniem przestał on mi się podobać więc przestałem go słychać, stąd wspomnianych płyt z lat 80. nie lubię i nie słucham do dzisiaj. Do zmiany zdania nie przekonuje mnie nawet wychwalany przez wszystkich ostatni album tego zespołu w pełnym skaldzie na żywo „Innuendo” z 1991 r.
Prezentowany kolorowy plakat grupy Queen ukazał się w tygodniku „Razem” w 1981 r. (lub na początku 1982 r.). Na stronie A przedstawia czterech muzyków zespołu w okresie z przełomu lat 70. i 80, kiedy jego członkowie zmienili swój wizerunek sceniczny, m.in. ścięli włosy. Umieszczenie perkusisty Rogera Taylora obok Freddiego Merkurego świadczy o tym, że musiało to być w okresie sukcesów singla „Another One Bites the Dust” wydanego w 1980 r., którego był on głównym kompozytorem. Na stronie B tego plakatu znalazły się opisy sylwetek muzyków tworzących Queen, a także charakterystyka wszystkich wydanych przez nich dotąd płyt wraz z podaniem wszystkich utworów (dyskografię doprowadzono do 1981 r.). Jak zwykle w tym czasie materiał ten został przygotowany przez Karola Majewskiego.
Ciekawostką jest to, że w 1980 r. Tonpress wydał na licencji EMI w 1980 r. album kompilacyjny pt.: „The Best Of Queen” z nagraniami tego zespołu. Znalazły się tam utwory tej grupy z lat 1974-1978:
Strona A
1) Brighton Rock, 2) Killer Queen, 3) Now I'm Here, 4) Somebody to Love, 5) Tie Your Mother Down
Strona B
1) I'm in Love with My Car, 2) ’39, 3) Bohemian Rhapsody, 4) Don't Stop Me Now, 5) We Are the Champions, 6) We Will Rock You
Kompilacja ta ukazała się wówczas w Polsce także na oryginalnie nagranej kasecie. Ja miałem w młodości obie wersje tej płyty: winylową i kasetową.
Pierwsza wydana na Zachodzie kompilacja nagrań zespołu Queen ukazała się w 1981 r. pt.: „Greatest Hits” i zawierała następujące nagrania:
Strona A
1) Bohemian Rhapsody, 2) Another One Bites The Dust, 3) Killer Queen, 4) Fat Bottomed Girls, 5) Bicycle Race, 6) You're My Best Friend, 7) Don't Stop Me Now, 8) Save Me
Strona B
1Crazy Little Thing Called Love, 2) Somebody To Love, 3) Now I'm Here, 4) Good Old Fashioned Lover Boy, 5) Play The Game, 6) Flash, 7) Seven Seas Of Rhye, 8) We Will Rock You, 9) We Are The Champions
Jak więc widać była to kompilacja dłuższa i obejmująca także nagrania z dwóch albumów wydanych w 1980 r.
Pełną dyskografię zespołu Queen nagrałem i usłyszałem po raz pierwszy pomiędzy 11 VII a 5 X 1983 r. w audycji "Katalog Nagrań" nadawanej w Programie III Polskiego Radia.
W załączniku obie strony plakatu. Niestety, na stronie drugiej jest pewne rozmycie, którego wcześniej nie zauważyłem, powstałe z powodu błędu skanera.
poniedziałek, 29 października 2018
Jimi Page – gitarzysta Led Zeppelin na plakacie z tygodnika "Razem" z 1983 r.
Wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 XII 1981 r. było przełomem w wielu dziedzinach życia w naszym kraju. Jedną z nich była kultura popularna, a w jej ramach wszystko to co było ważne dla ówczesnego młodego człowieka, audycje muzyczne, prasa rozrywkowa itp. Drakońskie prawo wprowadzone przez huntę wojskową w Polsce, a także kryzys gospodarczy zdecydowanie negatywnie wpłynęły na jakość intelektualną i techniczną prasy młodzieżowej, w tym tygodnika „Razem”, w którym m.in. publikowano plakaty muzyczne.
Ówczesne władze wojskowe były sprytne, i choć wszelkimi sposobami zwalczały wszelkie przejawy opozycji, to jednak pozostawiły najbardziej niepokornej części społeczeństwa, czyli młodzieży pewne pole manewru w zakresie jej ówczesnych zainteresowań. Dziedzina, w której wówczas młodzież w Polsce się odnajdywała była muzyka i nie było to przypadkowe. W tym czasie nawet na Zachodzie rynek innych dziedzin rozrywki, np. gier komputerowych, czy płatnej telewizji nie był jeszcze dostatecznie rozwinięty, by móc zawładnąć umysłami młodzieży.
Dopuszczenie pewnej swobody w zakresie muzyki nie było przypadkowe i wynikały z chęci skanalizowania przez władze reżimowe aktywności młodego pokolenia niezadowolonego z sytuacji politycznej i gospodarczej w kraju. Nie przypadkiem więc rockowy boom w Polsce przypadł więc na mroczny okresy stanu wojennego w Polsce.
Na tej fali szybko odrodziły się, choć w innej niż przed 13 grudnia formie, audycje radiowe w których prezentowano zachodnią muzykę rozrywkowa, a także odrodziła się prasa muzyczna i młodzieżowa. Czołowym reprezentantem tej ostatniej nadal był tygodnik „Razem” w którym nadal publikowano teksty o zachodniej muzyce rockowej, a także plakaty czołowych wykonawców muzyki rozrywkowej świata zachodniego.
Prezentowany plakat przedstawia Jimi Page’a - gitarzystę zespołu Led Zeppelin – i jest przykładem takiego typowego plakatu drukowanego w tygodniku „Razem” w okresie po stanie wojennym. W przeciwieństwie do plakatu Led Zeppelin opublikowanego w tym czasopiśmie w 1979 r. na papierze kredowym, ten plakat wydrukowano na znacznie gorszym zwykłym gazetowym papierze. Plakat jest kolorowy, ale faktura papieru sprawia, że ma on liczne przebarwienia, a także nieczystości typowe przy druku na gorszym papierze.
Plakat ten podpisano jako Led Zeppelin choć przedstawia samego gitarzystę tej grupy Jimi Page’a. Z kolei na odwrocie, Karol Majewski opisał początki istnienia tego zespołu do czasu wydania przez niego pierwszej płyty. Większość tego tekstu dotyczy więc praktycznie dziejów zespołu The Yardbirds a także konkurencyjnej grupy The Jeff Beck Group.
W tym czasie zespół Led Zeppelin nie istniał już od trzech lat, ale zainteresowanie nim nie malało także w Polsce. Wydaje się, że to było główna przyczyną publikacji tego plakatu i historii tej grupy w tygodniku „Razem”.
Prezentowany plakat i tekst był elementem większej całości, ale niestety nie jestem pewien, tego czy były następne części materiału o Led Zeppelin w tygodniku "Razem" w 1983 r. Na pewno był jeszcze jeden plakat związany tematycznie z tą grupą i jego także niebawem opublikuję. Ale jakby brakuje pomiędzy nimi czegoś w środku. Jeżeli taki materiał był, to ja go niestety nie mam.
niedziela, 28 października 2018
Led Zeppelin – plakat i artykuł w magazynie "Razem" z 1979 r.
Przy okazji omawiania plakatu “Muzykalia ‘79” wspomniałem, że pierwszym plakatem przedstawiającym grupę rockową jaki miałem, był plakat z czasopisma “Razem” z 1979 r. przedstawiający brytyjski zespół Led Zeppelin. Dostałem go w prezencie od mojego szkolnego kolegi Eugeniusza K. mieszkającego w Rybniku.
Na stronie przedniej plakat ten przedstawia duże zdjęcie grupy Led Zeppelin, nazwę zespołu, a także pięć reprodukcje okładek jego płyt. Zdjęcie przedstawia grupę w okresie jej największej świetności, a więc w pierwszej połowie lat 70. Fotografia nie jest podpisana, więc nie wiadomo z jakiego dokładnie pochodzi koncertu. Widać na niej wczuwających się w muzykę członków zespołu przy czym najmniej widoczny jest jego perkusista John Bonham.
Ujęcie jest trochę nietypowe, bo przedstawia członków grupy od dołu, a samo ujęcie jest tak zrobione, że praktycznie nie widać całości twarzy żadnego z widocznych muzyków. Plakat wydrukowano na rozkładówce magazynu „Razem” stąd jest dość wielki, wydrukowano go w kolorze na papierze z połyskiem lepszej jakości, przy czym reprodukcje okładek płyt są w pełnym kolorze, a sam wizerunek zespołu ma tonację brązowo-czerwono-żółtą. Nazwa grupy została zapisana w kolorze żółto-czarnym.
Do reprodukcji na stronie tytułowej wybrano następujące okładki jego płyt: „Led Zeppelin” (1968), „Presensce” (1976), „Led Zeppelin III” (1970), „Led Zeppelin IV” (1971), „Houses Of The Holy” (1973). Dlaczego wydrukowano akurat te płyty? Przypuszczalnie dlatego, bo te wybrał przygotowujący opis na drugiej stronie plakatu dziennikarz, ale też nie można wykluczyć sytuacji, że wybrano je tylko dlatego, bo ich okładki były dostępne do zrobienia reprodukcji.
Pierwotny właściciel miał ten plakat powieszony w pokoju, a potem złożył go w kostkę, czego pozostałością są zgięcia wzdłuż i w poprzek plakatu. Ogólnie jest on w dobrym stanie, ale ma lekkie przedarcie w miejscu łączenia się wspomnianych zgięć. Ponadto jego pierwotny właściciel postanowił usunąć nierówności na górze i dołu plakatu poprzez jego obcięcie, stąd brak czarnej obwódki u góry i dołu strony.
Na stronie tylnej plakatu znajduje się dość obszerny, bo liczący siedem kolumn, opis historii grupy przygotowany przez Karola Majewskiego, nadwornego dziennikarza muzycznego magazynu „Razem”. Stosunkowo dużo miejsca, bo ponad dwie kolumny poświęcono na opis jej początków. Później podano podstawowe dane o każdym etapie jej kariery wraz ogólną analizą wszystkich jej płyt włącznie z najnowszym wówczas albumem „In Through The Out Door” z 1979 r.
Generalnie ówcześni fani ciężkiego rocka w Polsce dzielili się na fanów Led Zeppelin słuchających heavy metal i fanów Black Sabbath słuchających hard rocka. Mnie osobiście bardziej odpowiadała muzyka zespołu Tony’ego Iomy’ego, ale tez może dlatego, że nie znałem dobrze dorobku Led Zeppelin.
Zespół ten, podobnie jak inne długowłose grupy z Zachodu, już z samej definicji zespołu rockowego był podejrzany dla PRL-owskich cenzorów. Podejrzliwość tę potęgowała zamiłowanie członków tej grupy do militariów niemieckich. Stąd na plakatach i zdjęciach reklamowych z epoki lat 70. a także na koncertach pojawiał się w czapkach i strojach lotników z okresu I wojny światowej, a także umundurowaniu nazistowskim.
W okresie PRL pierwszy większy tekst o zespole Led Zeppelin przygotował znany później dziennikarz muzyczny Wiesław Królikowski. Ukazał się on w miesięczniku „Jazz. Magazyn Muzyczny” nr 10 z 1977 r. Później ten sam autor rozszerzył ten temat w nowej emanacji tego miesięcznika znanej pod nazwą „Magazyn Muzyczny” w serii trzech artykułów w numerach: 10-11 z 1987 r. oraz nr. 1 z 1988 r. Była to najbardziej dogłębna monografia tego zespołu jaka ukazała się w polskiej prasie muzycznej okresu PRL.
Natomiast wracając do naszego plakatu i magazynu „Razem”, to zamieszczony tam w 1979 r. opis dziejów Led Zeppelin był faktycznie jedynym masowo dostępnym dla fanów w Polsce, gdyż gazeta „Jazz. Magazyn Muzyczny” była pismem jedynie czarno białym wydawanym w małym nakładzie i stosunkowo trudno dostępnym.
Ja miałem to szczęście, że znałem tekst W. Królikowskiego o Led Zeppelin (była tam czarno-biała reprodukcja dość rzadkiej australijskiej EP z 1971 r.), a następnie wszedłem w posiadanie wspomnianego plakatu z opisem dziejów zespołu K. Majewskiego.
Najbardziej znaczące było dla mnie jednak przesłuchanie wszystkich płyt tego zespołu, co nastąpiło dopiero na przełomie 1981/1982 r. Audycję tę prowadził znany dziennikarz Radia Lublin Jerzy Janiszewski. Nie potrafię dokładnie powiedzieć w jakiej to dokładnie było audycji, ale była ona nadawana w stereo w Programie II Polskiego Radia w piątek lub w sobotę wieczorem. Zawsze nadawano w niej tylko jedną stronę płyty i komentarz Janiszewskiego.
Oprócz tego, że zaprezentował w niej wszystkie płyty zespołu, to na początku puścił także album składankowy grupy The Yardbirds. Była to jedna z grup legend brytyjskiego rocka lat 60., którą gitarzysta Jimi Page przekształcił potem w Led Zeppelin. Ponadto w audycji udostępnił także wydany w tym samym czasie co debiutancki „Led Zeppelin”, bliźniaczo podobny do niego album „Truth” (1968) nagrany przez zespół Jeffa Becka - innego wybitnego brytyjskiego gitarzysty tamtego okresu.
Z poznawaniem dorobku Led Zeppelin w Polskim Radiu związana jest największa trauma muzyczna jaka mnie w życiu spotkała. Stało się tak ponieważ po prezentacji na antenie radiowej pierwszej płyty tej grupy, którą nadano w dwóch częściach, w dniach 5 i 12 grudnia 1981 r., audycja ta została przerwana 18 XII 1981 r. wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce.
Audycję prezentującą muzykę tego zespołu przywrócono dopiero z dniem 8 V 1982 r. kiedy nadano kolejną w dyskografii grupy płytę „Led Zeppelin II”. Oczywiście nie podano żadnego wyjaśnienia czemu przerwano na aż tak długo nadawanie programu radiowego. Było to tym dziwniejsze, że audycję w stereo z nagraniami muzycznymi wznowiono w programie II Polskiego Radia już w lutym 1982 r. (prezentacja dyskografii zespołu Electric Light Orchestra).
Obecnie taki opis jaki zrobił K. Majewski o zespole Led Zeppelin w „Razem” z 1979 r. nie jest żadną atrakcja, bo podobne, a najczęściej lepsze eseje znaleźć można w Internecie, np. w Wikipedii, a także w całym szeregu różnego rodzaju publikacji o tym zespole, w tym w wielu książkach wydanych w Polsce. Najważniejszymi z nich są:
Dave Lewis – “Led Zeppelin. Hołd”, Britannica Press. Bratislava, 1992
- głównie album z niezliczona ilością mniej lub bardziej znanych fotografii, ale także opisy wszystkich wydanych płyt i utworów spoza głównej dyskografii
Stephen Davis – “Młot Bogów. Saga Led Zeppelin”, In Rock, Poznan, 1997
- słynna skandalizująca monografia grupy skupiająca się na różnych aferach z nią związanych, ale opisująca tez okoliczności powstania poszczególnych płyt
Mick Wall – „Led Zeppelin. Kiedy giganci chodzili po ziemi”, Kagra, Poznań, 2008
- najbardziej wiarygodna z polskich monografii zespołu, ładnie wydana i opisująca w równym stopniu muzykę grupy co okultystyczne zainteresowania jej lidera Jimi Page’a
Brad Tolinski – „Światło i cień: Jimmy Page w rozmowach”, Wrocław, Bukowy Las, 2012
- szereg wywiadów z liderem grupy Jimi Pag’em.
Po 1989 r. ukazało się także szereg monografii zespołu w polskiej prasie muzycznej. Pierwsza i najważniejsza z nich ukazała się w nr 2 z 1992 r. miesięcznika „Teraz Rock” założonego i kierowanego przez Wiesława Weissa nazywanego Profesorem Rockiem (z racji ogromnej wiedzy o muzyce rockowej, a także z powodu autorstwa polskich encyklopedii rocka jakie napisał). Potem wkładkę tę powtórzono i poszerzono w mutacji tego magazynu występującej pod nazwą „Teraz Rock nr 5 z 2003 r. Temat Led Zeppelin na łamach polskiej prasy podsumowała redakcja miesięcznika „Teraz Rock” w wydanym zeszycie specjalnym „Teraz Rock. Po całości” nr 6 z 4 2009 r.
Monografia zespołu autorstwa Jana Skaradzińskiego ukazała się także w nr 7 z 1990 r. krótko istniejącego miesięcznika „Rock’n’Roll”. Było to pismo wydawane tylko w okresie 1990-1991 i wyrosłe z dawnej redakcji miesięcznika „Non Stop”. Gdyby przetrwało próbę czasu, byłoby to pismo, które mogło z powodzeniem konkurować z miesięcznikiem „Tylko Rock”, ale jego wydawca nie był dość racjonalny, przewidujący i zapobiegliwy.
Jak jednak widać najwcześniej wydana z tych książek ukazała się w naszym kraju dopiero trzy lata po obaleniu w Polsce komunizmu w 1989 r. W okresie PRL wydanie tego rodzaju monografii muzycznych było praktycznie niemożliwe, gdyż partia komunistyczna czuwała, aby papieru starczyło głownie na wydawanie książek klasyków marksizmu i leninizmu.
Nawiązując to faktu istnienia w 1979 r. w polskiej prasie muzycznej tylko jednego, wspomnianego przez mnie już tekstu W. Królikowskiego, tekstu o zespole Led Zeppelin, ukazanie się kolorowego plakatu i opisu tego zespołu w magazynie „Razem” w tymże roku autorstwa K. Majewskiego było wówczas wielkim wydarzeniem. Plakat ten dawał fanom z Polski poczucie współuczestniczenia w zachodniej kulturze muzycznej. Jak bardzo to współuczestniczenie było wówczas iluzoryczne pokazał stan wojenny i bieda okresu lat 80.
W latach 80. w „Razem” ukazały się jeszcze dwa plakaty tej grupy – dużo gorsze niż ten opublikowany w 1979 r.. Ich reprodukcje i krótkie opisy zmieszczę w najbliższym czasie.
sobota, 27 października 2018
Muzykalia '79 - artykuł w czasopiśmie "Razem" z XII 1979 r.
Co to były „Muzykalia ‘79”?
„Muzykalia” to była rubryka w tygodniku „Razem” istniejąca w latach 70. XX w. poświęcona muzyce popularnej. Przygotowywało ją wielu autorów, jednym z nich był znany w tamtych czasach dziennikarz muzyczny Karol Majewski (dzisiaj głównie znany z produkcji wybornych nalewek). Wzorem świata zachodniego rubrykę „Muzykalia” poświęcano w końcu roku na tworzenie różnego rodzaju zestawień dotyczących muzyki popularnej.
W związku z tym, że w Polsce tego okresu nie było innych kolorowych gazet poświęconych muzyce, w rubryce tej przedstawiono nie tylko wykonawców rockowych, ale także innych przedstawicieli muzyki popularnej: uwielbianego w tym czasie disco, ale także raggae, punku, muzyki elektronicznej i jazzu – ten ostatni gatunek był szczególnie bliski Karolowi Majewskiemu.
Porównując przygotowane przez niego zestawienie, w dużej części uwzględniające różnego rodzaju ankiety i sugestie ze strony czytelników tygodnika „Razem”, możemy zauważyć pewną anachroniczność ówczesnych polskich gustów z tym co preferowane było w krajach Zachodu.
W muzyce rockowej widzimy tutaj dużą reprezentację progresywnego rocka, który w tym czasie uważany był przez media głównego nurtu na Zachodzie za muzykę niepożądaną z powodu jej pompatyczności i oderwania od realiów młodego pokolenia. Jednak media w PRL widziały w punk rocku i new wave wszystko, oprócz muzyki i nie traktowały jej w tym czasie poważnie. W artykułach i relacjach podkreślano, że wyrosły one z kryzysu świata kapitalistycznego i są bardziej ruchem socjologicznym niż muzyką godną uwagi.
Co opisywano w "Muzykalia '79"
Od tego zapatrywania nie odstawała także redakcja muzyczna „Razem”, stąd w „Muzykaliach ‘79” dość dużo miejsca poświęcono na opis albumów reprezentujących styl progresywnego rocka jakie ukazały się w 1979 r. Należały do niech: „Wet Dream” Richarda Wrighta, „Danger Money” (bez publikacji okładki), „Live. Night After Night” grupy UK oraz “I Can See Your House from Here” zespołu Camel.
Do tego nurtu przynależały także opisywane tutaj dwa albumy solowe członków zespołu Genesis: „Acourious Feeling” klawiszowa tej grupy Tony Banksa, chyba najbardziej udana płyta w jego solowej karierze, a także „Spectral Mornings” gitarzysty Steve’a Hacketta.
Inne płyty z tego nurtu których okładki reprodukowano ale bez opisu to m.in.: „Incantations” Mike’a Oldfielda, podwójny koncertowy album „Live Herald” Streve’a Hillage’a (przez długie lata nie mogłem zidentyfikować tej okładki), „Monolith” zespołu Kansas, „Angels Station” grupy Manfred Mann’s Earth Band i „Pieces of Eight” zespołu Styx.
Jako ciekawostkę warto podać, że w opisie znalazł się też podwójny koncertowy, faktycznie bardzo dobry, album grupy Kansas pt. „Two For The Show”, ale zabrakło reprodukcji okładki jego płyty.
Nie zabrakło też płyt klasyków hard rocka lat 70. reprezentowanych m.in. przez grupy: Led Zeppelin – „In Through the Out Door” i UFO – „Strangers in the Night”. Pierwsza z nich była zarazem ostatnią płytą Led Zeppelin, przeważnie dość źle ocenianą z powodu zmiękczenia brzmienia, a druga była zestawem nagrań koncertowych podsumowujących najbardziej twórczy okres w historii UFO i słusznie uważana jest za jedną z najlepszych płyt koncertowych w historii rocka w ogóle. Znalazła się tutaj także reprodukcja okładki nie najlepszej płyty „Mirrors” zapomnianej już obecnie grupy Blue Öyster Cult (a bardzo przeze mnie cenionej).
Klasykę rocka reprezentowały w tym zestawieniu m.in. albumy „Jazz” grupy Queen (co było nieco dziwne, bo płyta ukazała się w 1978 r.), „Slow Train Doming” Boba Dylana i „Recent Sons” Leonarda Cohena. W przypadku każdego z tych wykonawców były to płyty będące pewnym przełomem, albo go zaczynające było tak o Dylana i Cohena.
W wypadku zespołu Queen nastąpiło tutaj pożegnanie z jego bardziej hard rockowym stylem lat 70. Na następnej płycie, „The Game” z 1980 r., po raz pierwszy wprowadził on do brzmienia syntezatory zmieniając swą muzykę na bardziej plastikową i komercyjną, co umożliwiło mu stanie się w latach 80. gwiazdę muzyki pop-rockowej.
Do tej grupy należy zaliczyć także album Roda Stewarta „Blondes Have More Fun” z 1978 r., którego okładka także zasłużyła na reprodukcję, ale bez komentarza.
Nowe brzmienia reprezentowały następujący wykonawcy: Patti Smith – „Wave”, „The Raven” – The Stranglers, Dire Straits – „Communiqué”, The Knack – „Get The Knack” – ten ostatni nawet obecnie jest w Polsce dość słabo znany. W tekście znalazła się jeszcze wzmianka o albumie „Reggatta de Blanc” zespołu The Police, ale bez publikacji jego okładki. Biorąc pod uwagę mnogość i znaczenie wydanych wówczas na Zachodzie płyt z nowymi stylami muzyki, np. new wave, czy post-punk i innych staje się oczywiste, że ówcześni dziennikarze muzyczni w Polsce nie mieli zbyt wielkiego pojęcia wielkich zmianach jakie dokonały się muzyce rockowej w USA i Wielkiej Brytanii w końcu lat 70. Oczywiście głównym powodem tego była izolacja Polski i brak funduszy na zakup najnowszych płyt i wydawnictw na temat muzyki popularnej przez dziennikarzy muzycznych w kraju.
Klasyczną muzykę elektroniczną reprezentowały w tym zestawieniu: Isao Tomita – „The Bermuda Triangle” (płyta ta praktycznie do dzisiaj jest bardzo ciężko dostępna na CD – istnieje tylko japońskie wydanie, bardzo rzadkie i dość drogie), Tangerine Dream – „Force Majeure” (ostatnia w całości dobra płyta studyjna tej grupy), Jean Michell Jarre – „Equinoxe” (znowu – nie wiedzieć czemu umieszczono tutaj płytę z 1978 r.), Vangelis – „China” (niby wizja Chin, a faktycznie prorocza wizja świata zdominowanego przez Kraj Środka). Udostępniono tutaj aż dwie płyty Klausa Schulze – „Diuna” i „X” przy czym ta druga została wydana rok wcześniej więc nie powinna była się znaleźć w tym zestawieniu. Podwójny album „X” jest uważany przez znawców za najlepsza płytę studyjną w karierze tego niemieckiego muzyka, ale także jedną z najlepszych w historii całego elektronicznego rocka ze szkoły berlińskiej. Całkowicie zgadzam się z tą opinia, a muzyczne wizerunki wybranych przez Schulzego postaci historycznych robią piorunujące wrażenie, kto choć raz ich posłuchał.
Spośród innych wydawnictw wydanych w tymże roku opisano także następujące albumy: „Discovery” – Electric Light Orchestra (wzmianka bez entuzjazmu z powodu koneksji stylu tej płyty z muzyką disco), „Brekfast In America” – Supertramp, „The Long Run” – The Eagles. Ze swej strony dodam, że nagranie „Don’t Bring Me Now” grupy ELO z albumu „Discovery” także w Polsce było wówczas wielkim przebojem, a wszyscy moi koledzy, dysponujący nowoczesnymi w tamtym czasie przenośnymi magnetofonami, mieli je obowiązkowo w swym repertuarze, w celu podrywania panienek.
Spośród płyt przynależnych do stylu szeroko rozumianego pop (w tym skomercjalizowanego soul), a wówczas praktycznie do muzyki disco Autor wyróżnił następujące płyty: „Voluze-Vous” – ABBA, „I’m” – Earth Wind & Fire, „Off The Wall” – Michael Jackson, „Spiritus Heaven Flown” – Bee Gees, „Oceans Of Fantasy” – Boney M. (jedyna reprodukcja okładki z tego stylu). Bony M. było w Polsce tego czasu muzycznym bożyszczem, stąd nie przypadkowo zespół ten zaproszono na festiwal w Sopocie.
Spośród płyt jazzowych, najbliższych autorowi, wskazano tutaj na następujące płyty: klasyka big bankowego jazzu Gila Evansa – „At The rogal Festiwal Hall London 1978”, awangardowego saksofonisty Antony Braxtona – „Braxton”, skrzypka jazzowego Leroy Jenkinsa – „Space Minds, New Worlds, Survival of America” oraz saksofonisty Sam Riversa – „Waves”. Okładki wszystkich trzech płyt zostały tutaj zreprodukowane.
Ponadto zreprodukowano tutaj dodatkowo bez opisów okładki dwóch płyt zespołu Oregon - „Violin” i „Out Of The Woods”, album “Lenox Avenue Breakdown” saksofonisty Arthura Blytha, a także albumy jazzowe wydane wcześniej: “Columbia & Jazz Fusion” (1978 r.) Charlesa Minusa, „For Trio” (1978) Anthony Braxtona oraz okładkę albumu „Nonach: z 1976 r. amerykańskiego kompozytora jazzowego i saksofonisty Roscoe Mitchella na co dzień członka grupy Art Ensemble of Chicago, a także okładkę płyty „Point Of No Return” z 1977 r. amerykańskiego zespołu jazzowego World Saxophone Quartet. Na osobną wzmiankę zasługuje też reprodukcja okładki jazz-rockowego zespołu Passport i płyty „Garden Of Eden” znanego obecnie tylko największym fanatykom stylu fusion.
Listę wykonawców jazzowych zamykają reprodukcje następujących okładek: „Irakere” (1979 r.) kubańskiej grupy Irakere, a także podwójnego albumu „Childeren Of Sanches” (1978) bardzo popularnego wówczas na świecie trębacza Chucka Mangione.
Na uwagę zasłużyły też dwa albumy w stylu reggae: Bob Marley – „Survival”, Linton Kwesi Johnson – „Force Of Victory” (jednak bez reprodukcji okładek). Natomiast bez komentarza zreprodukowano za to okładkę podwójnego albumu koncertowego „Babylon By Bus” grupy Bob Marley & The Wailers wydanego w 1978 r.
Wśród płyt bluesowych wyróżniono: niezbyt udany „Take It Home” (1979) BB. Kinga, a także dwa koncertowe albumy: „Muddy "Mississippi" Waters – Live” (1979) Muddy Watersa oraz Johna Lee Hookera „The Cream” z 1978 r. Do grupy wykonawców bluesowych Autor zaliczył tutaj grający jazz-funk zespół The Crusaders i album „Street Life” (1979). Żadna z tych płyt nie miała reprodukowanej okładki, wówczas i obecnie są raczej rzadkie i trudno dostępne. W tamtym czasie, czyli pod koniec lat 70. trudność potęgował też fakt, że blues był w dekadzie lat 70. w odwrocie i wydawało się że umrze śmiercią naturalną – tak jak to często prorokowano niejednokrotnie muzyce rockowej.
Zakończenie
Trudno się dziwić Karolowi Majewskiemu i redakcji „Razem”, że wiele z omówionych tutaj płyt pozbawiono kolorowych reprodukcji okładek. W owych mrocznych czasach PRL każda z tych płyt kosztowała co najmniej połowę miesięcznej pensji przeciętnie zarabiającego Polaka i praktycznie była dla niego nieosiągalna finansowo. Płyty te były trudne do dostania także fizycznie, bo trzeba je było sprowadzić prywatnym importem z zagranicy, a to nie było łatwe. Okładki tych płyt, które w celach reprodukcji z pewnością z wielkim trudem zdobyto, tym większe uznanie dla autora i redakcji.
Aby jednak obraz opisu ówczesnego rynku muzycznego był bardziej pełny, zwłaszcza w zakresie muzyki rockowej, poniżej przytoczę kilka zestawień płyt uznanych za najlepsze w 1979 r. przez anglosaskich dziennikarzy. Jedne pochodzą z epoki, inne zestawiono współcześnie. Już na pierwszy rzut oka widać jak bardzo różnią się te zestawienia z tym co omawiano i reprodukowano w tygodniku „Razem”.
W zasadzie większość tego co jest dzisiaj powszechnie uznane za największe osiągnięcia rocka 1979 r. nie została uwzględniona w „Muzykaliach ‘79”. Musimy być jednak wyrozumiali dla naszego tygodnika, bo też mało Kto umie przewidzieć bieg muzyki i docenić znaczenie młodych wykonawców dla rozwoju muzyki popularnej, zanim sami staną się jej legendami.
Według dziennikarzy brytyjskiego pisma “New Musical Express” najlepszymi płytami roku 1979 (Albums Of The Year And End Of Year Critic Lists) były (pierwsze 10 płyt):
1. Fear Of Music - Talking Heads
2. Metal Box - Public Image Ltd.
3. Unknown Pleasures - Joy Division
4. Setting Sons - The Jam
5. Entertainment - Gang Of Four
6. Armed Forces - Elvis Costello
7. Do It Yourself - Ian Dury
8. London Calling - The Clash
9. Squeezing Out The Sparks - Graham Parker
10. The Specials - The Specials
Albumami nr 1 danego miesiąca na liście amerykańskiego pisma branżowego “Billboard” w 1979 r. było 10 następujących albumów (w kolejności miesięcy i ukazania się płyt):
1. Barbara Streisand - Barbra Streisand's Greatest Hits Vol. 2
2. Billy Joel - 52nd Street
3. Blues Brothers - Briefcase Full of Blues
4. Rod Stewart - Blondes Have More Fun
5. Bee Gees - Spirits Having Flown
6. Doobie Brothers - Minute by Minute
7. Donna Summer – Bad Girls
8. Supertramp - Breakfast in America
9. Donna Summer - Bad Girls
10. The Knack - Get the Knack
Według użytkowników portalu rateyourmusic.com 10 najlepszymi płytami roku 1979 były (wybrano głównie muzykę pop i rock):
1. Joy Division - Unknown Pleasures
2. The Clash - London Calling
3. Pink Floyd - The Wall
4. Neil Young & Crazy Horse - Rust Never Sleeps
5. Talking Heads - Fear of Music
6. Gang of Four - Entertainment!
7. Neil Young & Crazy Horse - Live Rust
8. Judas Priest - Unleashed in the East: Live in Japan
9. Unleashed in the East: Live in Japan
10. The Ramones - It's Alive





















