Celem tego bloga jest udostępnienie plakatów i rzadkich artykułów drukowanych niegdyś w prasie nie muzycznej PRL
niedziela, 3 maja 2026
wtorek, 3 marca 2026
sobota, 10 stycznia 2026
piątek, 27 czerwca 2025
środa, 9 listopada 2022
Paul McCartney kontra Cyndi Lauper – artykuł w magazynie „Razem” z 1986 r.
Paul McCartney (obecnie ma 80 lat) jest jednym z najbardziej znanych kompozytorów i wykonawców muzyki popularnej. Największe sukcesy odnosił wraz z grupą The Beatles, której był współliderem wraz z Johnem Lennonem.
Dla jego dorobku w latach 80. szczególnie ta ostania miała duże znaczenie, bo przyniosła mu popularność wśród nowego pokolenia słuchaczy. Natomiast wydany przez niego w 1986 r. album „Press to Play” uważany jest za jeden ze słabszych w jego dyskografii.
Cyndi Lauper (wł. Cynthia Lauper) to amerykańska piosenkarka i kompozytorka specjalizująca się w muzyce pop, rock i folk. Obecnie ma 69 lat, pierwszą płytę, „She's So Unusual” wydała w 1983 r. Album ten jest do dzisiaj wysoko oceniany przez krytyków i fanów.
I choć nagrywa z powodzeniem płyty do chwili obecnej (jej ostatnim wydawnictwem jest album „Memphis Blues” wydany w 2010 r.), to jednak najlepsze lata kariery ma już na pewno za sobą. W 1986 r. wydała swój drugi album, „True Colours”, także dobrze przyjęty przez krytyków i publiczność. Tę właśnie płytę przedstawiano w tym numerze „Razem”.
Oba teksty przygotował Krzysztof Domaszczyński.
poniedziałek, 11 stycznia 2021
Ognisty Mańkut, rzecz o gitarach i wzmacniaczach używanych przez Jimi Hendrixa - artykuł w magazynie „Razem” z 1987 r.(?)
Jimi Hendrix, był obok The Beatles, najczęściej opisywanym muzykiem rockowym na łamach „Razem” w okresie PRL. Poniższy artykuł przygotował Krzysztof Domaszczyński na podstawie materiałów z zachodniej prasy muzycznej, a konkretnie magazynów: „Guitar Player” i „Masters Of Metal”. To jednak - jak sugeruje podtytuł - nie kolejna biografia Hendrixa, a fachowe omówienie używanego przez niego sprzętu grającego.
Z powodu ograniczonego dostępu do bezpośrednich źródeł informacji polscy dziennikarze muzyczni w okresie PRL z konieczności często musieli się uciekać do przekazywania informacji pozyskanych z zagranicznej prasy muzycznej, a więc z drugiej ręki. Oczywiście nie było mowy o żadnych autoryzacjach, czy opłaceniu licencji za tekst i drukowane razem z takim opracowaniem fotografie.
Jednak dzięki tym wszystkim publikacjom z okresu PRL żyjące wówczas pokolenie polskich fanów rocka mogło poczytać sobie o tym co dzieje się w muzyce w wielkim świecie. W tamtym czasie nie było żadnej innej możliwości pozyskania takich informacji dla większości zwykłych melomanów. Jedynie nieliczni mieli bezpośredni dostęp do zachodniej prasy muzycznej.
wtorek, 6 października 2020
AC/DC – plakat zespołu w magazynie „Razem” z 1982 r.
Australijski zespół AC/DC jest obecnie jedną z najbardziej znanych gwiazd rocka. Jego surowy hard rockowy i hevay metalowy styl zyskał miliony wielbicieli na całym świecie. Klasyczny skład tej grupy tworzyli: bracia Angus (gitara prowadząca) i Malcolm (gitara rytmiczna, śpiew) Youngowie, Ronald Bon Scott (śpiew), Cliff Willimas (gitara basowa) i Phil Rudd (perkusja).
Grupa zadebiutowała już w 1973 r. Pierwsze dwa albumy: „High Voltage” i „T.N.T” wydała w 1975 r. wyłącznie w Australii. Pierwszym albumem wydanym na całym świecie była dopiero trzecia płyta, także zatytułowana „High Voltage” będąca kompilacją dwóch pierwszych australijskich płyt. Przy tej okazji warto wspomnieć że albumy grupy do 1977 r. ukazywały się nie tylko w różnych okładkach w Australii i na świecie, ale także z różnymi zestawami utworów.
Po ustabilizowaniu się składu z Cliffem Williamsem jako basistą nagrała swe trzy klasyczne albumy: „Let There Be Rock (1977), „Powerage” (1978) i „Highway to Hell” (1979). Każdy z nich sprzedawał się coraz lepiej przynosząc zespołowi coraz większą sławę.
Jego sława dotarła także do Polski okresu PRL w czasach mojej młodości, a więc na przełomie lat 70. i 80. Pamiętam jak moi koledzy z tamtych czasów podniecali się jakimś nowym nieznanym nikomu zespołem, którego nazwę mało kto potrafił poprawnie wypowiedzieć. W polskich realiach do masowej świadomości grupa te przebiła się dopiero w 1980 r. dzięki albumowi „Highway To Hell”.
W 1980 r. po niespodziewanej śmierci wokalisty, Bona Scotta, dalsza kariera zespołu stanęła pod znakiem zapytania. Osobiście najbardziej cenię jego dorobek z czasów Bona Scotta, kiedy jego twórczość była najbliższa bluesa i hard rocka. Jego godnym następca okazał się Brian Johnson który nadal grupie bardziej metalowe brzmienie i z którym zespół nagrał i wydał przebojowy album „Back In Black” (1980). Płyta ta nie tylko odniosła międzynarodowy sukces, ale także stała się jednym z najlepiej sprzedających się albumów w historii fonografii.
Albumy te prezentowane były także w audycjach muzycznych Polskiego Radia. Jej płyty zaprezentowano w latach 1980-1981 w audycjach Piotra Kaczkowskiego np. w „Minimaxie” nadawanym w Programie Trzecim. Pamiętam jak nagrałem wówczas album „Powerage” – była to pierwsza płyta tej grupy jaką w ogóle słyszałem. Potem nagrałem jeszcze jej album „If You Want Blood, You've Got It”. Z kolei w audycji „Muzyka dla kolekcjonerów” w latach 1982-1983 r. udostępniono jej płyty w wersji stereofonicznej: „Back in Black” i „Let There Be Rock".
Szczególne znaczenie dla słuchaczy w Polsce miał album „For Those About to Rock We Salute You” (1981) wydany 23 X 1981 r. Wygłodniałej muzyki publiczności Polskiego Radia zaprezentowano go w wersji stereofonicznej w audycji „Klub Stereo” nadanej w dniu 1 III 1982 r. i prowadzonej przez Marka Gaszyńskiego. Była to jedna z pierwszych audycji muzycznych wyemitowanych po okresie zawieszenia programów radiowych w pierwszym okresie stanu wojennego.
Magazyn „Razem” był periodykiem wydawanym przez ZSMP, a więc generalnie prasą komunistycznej młodzieżówki. Wydanie w nim plakatu zespołu AC/DC było przykładem typowego „wentyla bezpieczeństwa” jaki zastosowała władza wobec młodych, aby choć częściowo skanalizować ich frustracje z powodu kryzysu gospodarczego i uciążliwości stanu wojennego.
Tekst o historii grupy AC/DC przygotował Karol Majewski. Wzbogacono go licznymi reprodukcjami okładek płyt grupy, w tym tymi mniej znanymi (ale wówczas nie byłem tego świadomy).
Bardzo ciekawe są też wspomnienia Karola Majewskiego dotyczącego jego pierwszego spotkania z tym zespołem w Londynie w 1975 r., a więc w czasach jak był jeszcze nieznany. Tych informacji nie ma w żadnej innej biografii tego zespołu.
wtorek, 17 marca 2020
Rush – plakat i opis historii zespołu w magazynie „Razem” z 20 XI 1984 r.
środa, 4 grudnia 2019
Lift i Omega – biografie z magazynie „Razem” z lat 80.
Lift to zespół niemiecki, a dokładniej wschodnioniemiecki (z byłego NRD). Działa nieprzerwanie od 1973 r. do chwili obecnej. Tworzył muzykę w stylu progresywnego rocka, jazz rocka i niemieckiego pop-rocka. Za najlepszą płytę tej grupy uważa się album „Meeresfahrt” z 1979 r. Jego płyty w NRD wydawała wytwórnia Amiga. W epoce, czyli na przełomie lat 70. i 80. grupa była znana w Niemczech Wschodnich i krajach socjalistycznych. Obecnie jest poza Niemcami, prawie całkowicie nieznana.
Omega to nie tylko najlepszy węgierski zespół rockowy, ale także najlepsza grupa rockowa z dawnych krajów socjalistycznych. Zespół powstał w 1962 r. i pierwotnie istniał do 1987 r. Po reaktywacji w 1994 r. działa do chwili obecnej. Grupa tworzyła muzykę w stylach: psychodeliczny rock, hard rock, progresywny rock, space rock.
Pierwszy wielki sukces, od razu międzynarodowy, odniosła dzięki albumowi „10000 lépés” z 1969 r., a szczególnie dzięki pochodzącemu z niego singlowi z piosenką „Gyöngyhajú lány” znaną w Polsce pt.: „Dziewczyna o perłowych włosach”.
Szczególne sukcesy odnosiła w latach 70., kiedy nagrywała płyty zbliżone brzmieniem do czołowych brytyjskich wykonawców progresywnego rocka a zwłaszcza grupy Pink Flyod. Jednak nie były to kopie czy naśladownictwa, a własne kompozycje zespołu pełne własnej oryginalnej myśli muzycznej inspirowanej m.in. muzyką węgierską i rosyjską.
W latach 70. niektóre jej płyty miały dwie wersje: węgierskojęzyczną i anglojęzyczną. Wtedy powstały jej najlepsze albumy robiące wrażenie do chwili obecnej: „Omega 6: Nem tudom a neved” (1975), „The Hall of Floaters in the Sky” (1975), „Time Robber” (1976), „Omega 7: Időrabló” (1977), „Omega 8: Csillagok útján” (1978) i „Gammapolis” (1979). Ten najlepszy dla zespołu okres podsumowywał rewelacyjny podwójny album koncertowy „Live at the Kisstadion '79” (1979).
Pomimo, że obie grupy pochodziły z krajów socjalistycznych, to w opisie tych grup nie zamieszczono ilustracji ukazujących ich członków, czy wybranych okładek ich najważniejszych albumów.
wtorek, 19 listopada 2019
Jon Anderson / Vangelis – plakat i opis w magazynie "Razem" z 1982 r.
Przełom lat 70. i 80. był po, krótkim choć gwałtownym okresie dominacji punk rocka, powrotem do bardziej łagodnych brzmień w muzyce popularnej. Szczególnym uznaniem słuchaczy cieszyła się muzyka tworzona na instrumentach elektronicznych. Najbardziej popularna była jej najbardziej prosta forma stworzona przez artystów tworzących w nurcie określonym jako New Romantic. Ale uznaniem cieszyli się także weterani sceny elektronicznej grający bardziej wyrafinowane formy elektroniki, w tym Tangerine Dream, Klaus Schulze, Kraftwerk i Vangelis.
Vangelis, a właściwie Ewangelos Papathanassiou (ur. 1943) był w 1968 r. jednym z greckich uciekinierów, którzy zostali zmuszeni do popuszczenia rodzinnego kraju z powodu prawicowego przewrotu wojskowego w Grecji dokonanego przez tzw. czarnych pułkowników rządzących tym krajem w latach 1967-1974.
W 1968 r. w Paryżu, Vangelis wraz z Demisem Roussosem i Loukasem Siderasem założył zespół Aphrodite's Child (Dziecko Afrodyty), z którym nagrał kilka płyt, z których najbardziej ceniony jest album „666” (1972).
Po jej rozwiązaniu w 1972 r. rozpoczął karierę solową specjalizując się w komponowaniu elektronicznej muzyki instrumentalnej i filmowej. Druga połowa lat 70. przyniosła jego najbardziej udane samodzielne dzieła: „Heaven and Hell” (1975), „Albedo 0.39” (1976), „Spiral” (1977), „Beaubourg” (1978) i „China” (1979).
W tym czasie Vangelis skomponował i wydał także kilka wyjątkowo udanych płyt z ścieżkami dźwiękowymi do filmów, m.in. „L'Apocalypse Des Animaux” (1973), „La Fete Sauvage” (19756), „Chariots of Fire” (1981) – za tę ostatnią otrzymał nawet Oscara.
Z kolei Jon (właściwie John) Anderson to brytyjski kompozytor, multiinstrumentalista i wokalista znany głównie z grupy Yes – jednego z klasyków rocka progresywnego lat 70. Z zespołem tym nagrał wszystkie najistotniejsze albumy będące obecnie klasyką progresywnego rocka, w tym: „Fragile” (1972), „Close To The Edge” (1972), „Tales from Topographic Oceans” (1973), Relayer” (1974), „Going For The One” (1977), w także klasyczne albumy koncertowe: „Yessongs” (1973) i „Yesshows” (1980).
Jego ambicje szły jednak także w kierunku twórczości indywidualnej, stąd pierwszy album solowy „Olias of Sunhillow” wydał już w 1976 r. Pod koniec lat 70. muzycy grupy Yes byli zmęczeni pracą ze sobą co przybrało postać jawnej agresji pomiędzy nimi. W efekcie Anderson odszedł od Yes i skupił się na karierze solowej.
Nawiązał wówczas współpracę z Vangelisem, z którym nagrał trzy przebojowe albumy: „Short Stories” (1980), „The Friends of Mr Cairo” (1981) i „Private Collection” (1983) z których najbardziej ceniony jest ten środkowy.
Kolorowy plakat przedstawiający Jona Andersona przywołuje echa wielkiej popularności duetu Jon And Vangelis także w Polsce początku lat 80.
Opracowanie o twórczości obu muzyków przygotowali:
Karol Majewski i Dariusz Andrzejewski
poniedziałek, 21 października 2019
Moda na country, czyli kilka słów o muzyce country - "Razem" 1985
wtorek, 8 października 2019
Pat Metheny – artykuł w magazynie „Razem” z 1984 r.
Amerykański gitarzysta i kompozytor Pat Metheny (ur. 1954 r.) ma obecnie 65 lat i jest jedną z żywych legend jazzu i ogólnie muzyki współczesnej. W chwili gdy wydrukowano ten artykuł wciąż był młody, bo miał zaledwie ok. 30 lat, a wielka kariera i zasłużona sława dopiero otwierały przed nim swe podwoje.
Podobnie jak niegdyś Miles Davis, Pat Metheny zdołał przekonać do swojej twórczości nie tylko miłośników jazzu, ale także fanów rocka i innych gatunków muzyki, a przez to zyskać znacznie większą sławę i wpływ na całość muzyki niż przeciętny nawet bardzo dobry artysta jazzowy.
W tym czasie miał już na koncie wiele bardzo dobrych płyt, m.in.: „Bright Size Life” (1976), „Watercolors” (1977), „Pat Metheny Group” (1978), „American Garage” (1979), „80/81” (1981), „As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls” (1981), „Offramp” (1981), „Rejoicing” (1983). Wszystkie z nich – moimi ulubionymi są zwłaszcza „Watercolor” i „As Falls Wichita…” – cieszyły się dużym uznaniem fanów i dobrze się sprzedawały (jak na płyty jazzowe).
Te wielkie sukcesy artystyczne i finansowe początku lat 80. XX w. Pat Metheny wraz ze swym zespołem Pat Metheny Group (ważną rolę odgrywał a nim klawiszowiec Lyle Mays będący współtwórcą większości repertuaru tej grupy) przypieczętował światową trasą koncertową. Wydaje się, że to właśnie sukces tej trasy koncertowej i powstałego przy tej okazji albumu „Travels” wydanego w 1983 r. były powodem napisania obszernego tekstu podsumowującego dokonania tego muzyka przygotowanego dla fachowego miesięcznika „Down Beat”. Nawiasem mówiąc wersje utworów z tego albumu z dość mocno różniły się od studyjnych oryginałów dzięki wyjątkowej inwencji Nana Vasconcelosa obsługującego instrumenty perkusyjne.
Zbiegło się to także z innym sukcesem, a dokładniej rzecz biorąc z faktem, że w 1983 r. Pat Metheny po raz pierwszy wygrał konkurs w kategorii najlepszy gitarzysta elektryczny w opinii czytelników miesięcznika „Down Beat”. To właśnie z niego Krzysztof Domaszczyński czerpał wiedzę pisząc swój tekst o twórczości Pata Methenego dla magazynu „Razem”. Oczywiście prościej byłoby zapytać samego gitarzystę o jego twórczość, ale w Polsce okresu PRL było to niemożliwe.
poniedziałek, 16 września 2019
Robert Fripp – inny rock, artykuł w magazynie „Razem” z 1982 r.
Brytyjski gitarzysta i kompozytor Robert Fripp (w tym roku skończył 70 lat) jest jedną z ikon muzyki rockowej, oczywiście tej bardziej ambitnej. Przede wszystkim znany jest jako lider grupy King Crimson, ale jego dorobek obejmuje też wiele solowych albumów lub nagranych we współpracy z innymi wybitnymi muzykami.
Na początku lat 80., czyli w Polsce końcowego okresu PRL jego osoba i dorobek nie były jednak powszechnie znane. wynikało to z trudności w dostępie do zachodnich płyt i ogólnie dość miernego poziomu świadomości muzycznej w społeczeństwie. Publikowany tutaj artykuł Cezarego Gumińskiego był więc wyjątkowo wartościowy, bo przybliżał polskiemu rock fanowi tę postać.
Opisano tutaj wszystkie solowe płyty Roberta Frippa z lat 70 i początku 80., a narrację całości doprowadzono do albumu „Beat” (1982 r.) reaktywowanego King Crimson. Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie opisana tutaj technika frippertronics, czyli zapętlonej taśmy magnetofonowej do uzyskania nowych brzmień.
W połączeniu z grupowymi improwizacjami zdolnych muzyków stworzyła ona nową wartość w tradycyjnym rockowym brzemieniu. Twórczość Frippa na pewno była jednym z tych elementów w rozwoju gatunku, dzięki któremu muzyka rockowa stała się sztuką muzyczną równoprawna z innymi ambitnymi przedsięwzięciami muzycznymi z kręgu muzyki jazzowej czy klasycznej.
Robert Fripp jawi się przede wszystkim jako wizjoner poszukujących nowych technik gry na gitarze i nowych form wyrazu w kompozycjach, a więc jako muzyk poszukujący, awangardowy i nowatorski, ale także wymagający – dla siebie i innych. Specyficzny styl bycia i nagle niespodziewane wolty artystyczne nie zawsze były zrozumiałe dla jego współtowarzyszy w grupach, które tworzył. Ale nigdy nie były to przypadkowe zmiany. Na tym właśnie polega wizjonerstwo jakiegoś artysty, że nie gra ciągle tego samego, a wciąż poszukuje nowych form i treści.
Najlepszym dowodem ponadczasowej wartości jego muzyki jest fakt, że nawet po latach nagrane przez niego solowe albumy np. „Exposure” (1979), czy w duecie np. „No Pussyfooting” (1973 r.) razem z Brianem Eno, nie tylko nie straciły swego nowatorskiego brzmienia, ale nadal są wyznacznikiem dalszych poszukiwań dla innych koryfeuszy awangardy.
Album „Exposure” Roberta Frippa usłyszałem po raz pierwszy w życiu w audycji „Minimax” 4 VI 1980 r. Pamiętam, że po jego nagraniu i przesłuchaniu – byłem w szoku. Ale pomimo tego, że nie byłem wówczas przygotowany do odbioru tak trudnej muzyki, to jednak „wewnętrzne coś” kazało mi ciągle go słuchać, aby poznać zamysł jego twórcy. W ten sposób stałem się jego zagorzałym miłośnikiem.
Oczywiście mówimy o analogowej wersji tego albumu wydanej na winylu. Pierwsza wersja kompaktowa miała zmienione utwory i brzmienie – też byłem w szoku, ale z innego powodu. O tym osobno napisze kiedyś przy okazji omówienia albumu „Exposure”.
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Frank Zappa i Deep Purple - dyskografie. Wycinki z magazynu "Razem" (?) z lat 80.
W Polsce okresu PRL nie tylko nie było swobodnego dostępu do zagranicznych płyt, ale także prasy muzycznej i książek. Z tego powodu wszelka wiedza o muzyce popularnej publikowana w polskiej prasie tego okresu była szczególnie cenna, bo jedyna. Ważne były nie tylko biografie poszczególnych artystów, czy analizy ich muzyki, ale nawet same zestawienia wydanych przez nich płyt.
Poniżej dyskografie Franka Zappy (do 1988 r.) i zespołu Deep Purple (do 1980 r.) drukowane niegdyś w prasie polskiej okresu PRL. Obecnie to banał i nic nie warte wycinki, ale wówczas miały ogromną dozę nigdzie indziej niedostępnej informacji.
Przypuszczalnie oba te wycinki (a przynajmniej jeden z nich) pochodzą z magazynu "Razem", ale głowy nie dam, a w chwili ich wycinania nie zapisałem tego.
czwartek, 4 lipca 2019
Cream – „Disraeli Geras” – biografia zespołu w magazynie „Razem” z 1980 r.
Tym razem przypominam artykuł Karola Majewskiego przygotowany w 1980 r. dla rubryki muzycznej w magazynie „Razem” z okazji 14 rocznicy założenia zespołu Cream. Pamiętam, gdy jako młody chłopak czytałem ten tekst, to byłem pod wrażeniem wyjątkowej starości tego zespołu. Bo dla każdego młodego liczy się tylko tu i teraz i nawet coś co było rok wcześniej wydaje się czymś bardzo dawnym. Tutaj mieliśmy do czynienia z opisem wydarzeń sprzed 14 lat, w więc z odcinkiem czasu prawie niewyobrażalnym dla nastolatka jakim byłem.
Z kolei parę lat minęło już 50 lat od chwili założenia zespołu Cream. Pół wieku to faktycznie już niezły kawałek czasu, ale zmieniła się moja optyka postrzegania czasu. Z powodu tego że sam się zestarzałem rok 1980 wciąż wydaje mi się nie tak znowu odległy, choć od niego minęło już 36 lat. To także długi już czas, bo większy niż ćwierćwiecze, które uważane jest w nauce historycznej za okres czasu w którym dokonują się jakieś ważne procesy i przemiany.
W każdym razie gdy po raz pierwszy czytałem ten tekst byłem zachwycony tym, że mogę zapoznać się z nieznanym mi wówczas brytyjskim zespołem Cream. Grupa ta działała w latach 1966-1968 (doraźnie także w 1993 i 2005 r.), tworzyła muzykę w stylu rocka psychodelicznego, blues rocka i hard rocka i już w swoich czasach uważana była za jedną z najważniejszych na rockowym firmamencie, a obecnie jest po prostu jedną z legend muzyki rockowej.
Zespół ten tworzyło trzech wybitnie zdolnych muzyków: Eric Clapton (gitara, śpiew), Jack Bruce (gitara basowa, śpiew harmonika) i Ginger Baker (perkusja, inst. perkusyjne, śpiew). Autorem większości repertuaru tego zespołu był Jack Bruce (zm. 2014), ale o jego unikalności świadczył bardziej zdolności improwizacyjne wszystkich trzech muzyków niż same kompozycje.
Podczas swej krótkiej kariery grupa nagrała tylko cztery płyty studyjne, a także trzy albumy koncertowe, w tym jeden nagrany dopiero po wielu latach. Spośród płyt studyjnych najwyżej oceniane są dwa: „Disraeli Gears” (1967) i podwójny „Wheels Of Fire” (1968). Podobnie do Karola Majewskiego i wielu innych także i ja uważam album „Disreali Gears” za najlepszy w ich dorobku – nie tylko z powodu muzyki, ale także ikonicznej okładki.
niedziela, 21 października 2018
Ćwierćwiecze rock-and-rolla - esej z magazynu "Razem" z 23 XII 1979 r.
Ćwierćwiecze rock-and-rolla - esej z magazynu "Razem" z 23 XII 1979 r.
W 1979 r. w zachodnim świecie muzycznym uroczyście obchodzono 25-lecie powstania rocka and rolla. Rocznicę tę liczono od dnia wydania przez Billa Haleya i jego grupę His Comets nagrania "Rock Around the Clock" na singlu (szerzej o tym poniżej). Warto przy okazji dodać, że w owym czasie nawet na Zachodzie muzykę rockową traktowano ciągle trochę niepoważnie, a więc jako modę, która w każdej chwili może przeminąć. Pomimo dorobku psychodelicznego rocka, progresywnego rocka, jazz rocka, hard rocka, blues rocka i innych stylów tego gatunku ciągle zastanawiano się, kiedy nastąpi "dzień przesytu" rockiem i publiczność wybierze sobie nowy popularny gatunek muzyki jako przewodni.
Na fali tego zainteresowania muzyką rockową redakcja magazynu "Razem" zamówiła u Waldemara Łysiaka (ur. 1944 r.), znanego pisarza, eseisty i publicysty, artykuł na temat historii muzyki rockowej. Przygotowany przez niego obszerny esej pt.: "Ćwierćwiecze rock-and-rolla" ukazał się w "Razem" 23 XII 1979 r. Tekst nawiązywał bezpośrednio do 25 rocznicy wydania "Rock Around The Clock" Billa Haleya & His Comets, czyli pierwszego powszechnie znanego w świecie singla rock and rollowego. Jego dalsze partie były już jednak próbą spojrzenia na muzykę rockową z perspektywy historycznej. Niestety nie była to próba w pełni udana, ale wówczas zrobiła na mnie duże wrażenie.
Wadą tego opracowania było skierowanie uwagi Czytelnika, zamiast na istotne kwestie rozwoju i ewolucji tej muzyki od rocka and rolla do rocka, na sprawy sensacyjne i kryminalne. A więc mamy tutaj wątki domniemanych zbrodni i samobójstw gwiazd rocka, ich tajemnicze zniknięcia i dziwne zachowania, itp ciekawostki. Obok gwiazd pierwszej wielkości znaleźli się tutaj także mniej znaczący, choć lokalnie znani gwiazdorzy tacy jak francuski piosenkarz Johnny Hallyday (także na głównym kolorowym zdjęciu tego artykułu). Z pewnością tego po części oczekiwała od Łysiaka redakcja tego popularnego tygodnika, ale jednak poważny fan rocka, a takich było już w tym czasie i w naszym kraju już dość sporo, liczył jednak na bardziej rzeczowy i wiarygodny tekst.
Z tego powodu redakcja jedynego liczącego się w PRL czasopisma muzycznego, czyli "Jazz Magazyn Muzyczny" w numerze II/1980 r. w dziale "polemiki" bardzo krytycznie odniosła się do wspomnianego opracowania. W surowej opinii Redakcji „Jazz MM” wspomniany tekst uznano nie tylko za mało rzeczowy, ale także zarzucono mu to, że był zręczną kompilacją wycinków z działów plotkarskich w prasie zagranicznej, a dokładniej z niemieckich gazet „Deutsche Zeitung” i „Der Spiegel” przedrukowanych przez polski miesięcznik „Forum” z 10 VII 1979 r.
Obecnie tekst ten ma już oczywiście wyłącznie historyczne znaczenie, ale dobrze pokazuje jak władze PRL zręcznie manipulowały informacją i na każdym kroku starały się szkalować wszystko co zachodnie, w tym wypadku zachodnią muzykę i kulturę rockową. Pokazać je jako wynaturzenie, modę, dziwactwo, a także coś co jest obce dobrze wychowanemu i pracowitemu człowiekowi socjalizmu.
Przy tej okazji warto przypomnieć, że pierwsze elementy muzyki zwanej później rock and rollem pojawiły się już w niektórych nagraniach amerykańskich bluesmanów z lat 20. i 30. to w pełni zdefiniowane stylu muzycznego zwanego rock and rollem nastąpiło dopiero na początku lat 50. XX w. Termin "rock and roll" wywodzi się z muzyki bluesowej i był w niej synonimem stosunku płciowego.
Obecnie poprzez muzykę zwaną rock and rollem (co zapisywane też bywa jako rock & roll i rock 'n' roll) nazywa się gatunek muzyki popularnej powstały w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 40. i 50. XX w. z połączenia kilku wcześniej znanych gatunków muzyki: bluesa, boogie woogie, jazzu, gospel i muzyki country. Pod względem muzycznym rock nad roll był uproszczoną wersją bluesa zredukowanego do kilku akordów, ale za to granego szybciej za pomocą instrumentów elektrycznych.
Niestety w kulturze zachodniej termin "rock and roll" po dziś dzień nie jest jednoznacznie zdefiniowany i rozumie się przez niego zarówno właściwą muzykę rock and rollową powstałą w klasycznym okresie dla tego gatunku, czyli w latach 50., jak również cały gatunek zwany rokiem i kulturą rockową trwający nieprzerwanie od lat 50. do chwili obecnej. Brytyjskie i amerykańskie słowniki precyzują to w inny sposób, mówią o rock and rollu w odniesieniu do jego korzeni w latach 50., a o muzyce rockowej od lat 60. kiedy uległa ona umiędzynarodowieniu.
Po raz pierwszy termin ten pojawił się w 1922 r. w piosence "My Man Rocks Me (With One Steady Roll)" murzyńskiej śpiewaczki Trixie Smith (zm. 1943 r.). Następnie użyła go żeńska grupa wokalna The Boswell Sisters w 1934 r. w filmie "Transatlantic Merry-Go-Round". W prasie muzycznej jako pierwszy użył go w 1942 r. Maurie Orodenker, dziennikarz magazynu "Billboard", na określenie żywiołowych i radosnych nagrań murzyńskiej śpiewaczki Sister Rosetty Tharpe.
Jednak decydujące znaczenie miało dla upowszechnienie się tego terminu miał Alan Freed (zm. 1965 r.), legendarny disc jockey radia z Cleveland, który od 1951 r. promował nowe żywiołowe nagrania muzyczne młodego pokolenia nazywając je rock and rollem. Z powodu zasług dla popularyzacji nowego stylu muzycznego Alan Freed nazywany jest "ojcem rock'n'rolla".
Obecnie uważa się, że skoro muzyka rock and rollowa powstała drogą stopniowej ewolucji, to żadne pojedynczy utwór nie może być jednoznacznie uważany za "pierwsze" nagranie rock and rollowe. Jednak z powodu szczególnie dużego znaczenia dla rozwoju gatunku szczególna rola nadal przypada tutaj nagraniu " (We're Gonna) Rock Around The Clock" Billa Haleya i jego zespołowi His Comets. Przypomnijmy, że po raz pierwszy wydano go na singlu 10 V 1954 r. przez amerykański oddział wytwórni Decca. Jeszcze większe znaczenie kulturowe o zasięgu światowym miało wydanie w marcu 1956 r. pierwszej płyty długogrającej Elvisa Presleya zatytułowanej "Elvis Presly" i firmowanej przez wytwórnię RCA Victor. Wcześniej, bo w lipcu 1954 r. wytwórnia Sun Records wydała pierwszego singla Presleya "That's All Right / Blue Moon Of Kentucky".
W załączniku pełny tekst tego artykułu?









